główna     serwis tańca     wszystkie wywiady

serwis tańca - wolna strefa



Wiem, że w Polsce żyje się ciężko
- mówi Avi Kaiser, izraelski choreograf,
twórca spektaklu "Przystanek Końcowy Zaspa"
Bałtyckiego Uniwersytetu Tańca 2002

producent: Norbert Kobyliński
kooprodukcja: Bałtycki Uniwersytet Tańca /Centrum Edukacji Teatralnej, Teatr Wybrzeże, tanzhaus nrw
prapremiera: 2.05.2002 Teatr Wybrzeże w Gdańsku, premiera: 9.05.2002 tanzhaus nrw Düsseldorf
muzyka: Gerhard Stäbler, scenografia: Horst Mühlberger
występują: tancerze: Patrycja Kujawska, Aurora Lubos, Maciej Florek, Wojciech Kolesiński, Tomasz Moskal, Adrian Rzetelski;
aktorzy: Monika Chomicka, Małgorzata Jaśkiewicz, Marzena Nieczuja-Urbańska, Ryszard Ronczewski, Jerzy Gorzko.

Dlaczego po raz kolejny wróciłeś do Polski, by tu właśnie przygotować następny spektakl?

Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Polski, w 1991 roku, aby w Gdańsku wystąpić z programem "Solo 1", przeżyłem ogromny szok. Miałem wtedy 36 lat i po raz pierwszy w życiu zrozumiałem kim jestem, skąd pochodzę. Pojąłem, że jestem synem narodu polskiego. Spacerowałem ulicami Gdańska i przypominał mi się Tel Awiw z czasów dzieciństwa. Przypomniałem sobie opowieści moich rodziców. Zawsze myślałem, że mam jakichś dziwnych rodziców, że są inni od rodziców moich przyjaciół. Dopiero w Polsce zrozumiałem, kim byli. Zrozumiałem dlaczego się w taki, a nie inny sposób, dlaczego mówili w taki a nie inny sposób, dlaczego pili kawę w taki, a nie inny sposób. Opowieści mamy - o serniku, o pączkach, rogalikach, barszczu czy karpiu - zaczęła nabierać sensu. Zacząłem sobie przypominać jej wspomnienia o np. sianie, którym wymoszczone było jej łóżko, o zimnie, o śniegu, o gęstych lasach pełnych wysokich drzew, o rzeczach do których tęskniła mieszkając w Izraelu.
Wracam tu bo przyciągają mnie specyficzne emocje i uczucia tak charakterystyczne dla Polski. Czuję, że uczuciowe powiązanie z tym krajem. Tyle rzeczy mnie tu zdumiewa. Sposób w jaki przygotowuje się tu kanapki. Kiedy pani w hotelu podała mi kanapkę, myślałem, że się rozpłaczę. Widać w tym było uczucie. Ta odrobina pietruszki, ogórka, pomidora, wszystko przygotowane z takim pietyzmem. To nie podejście z McDonalda: chcesz kanapkę? Bach! Masz kanapkę i zmiataj!
Albo weźmy sposób w jaki ludzie ze sobą rozmawiają. We Francji ludzie pytają ca va? ale wcale nie obchodzi ich jak się czujesz. Podobnie w Ameryce z ich how are you? czy w Niemczech z wie geht's. W Polsce nikt tak nie rozmawia. Tu kiedy ktoś cię pyta, to jest zainteresowany odpowiedzią. Wzruszył mnie także sposób w jaki ktoś powiedział: "proszę usiądź" w tramwaju. Tak delikatnie, z uczuciem. Na Zachodzie mamy pieniądze, ale znikły gdzieś uczucia i radość. Odkrywam je w Polsce. Pośród szarych bloków i ulic, pośród recesji i kryzysu, w sytuacji zdaje się bez wyjścia, ludzie jednak żyją, cieszą się i nie tracą nadziei.
Podam jeszcze jeden przykład. Obecnie mieszkam w Essen w Niemczech. Bogate miasto. Kiedy jednak wyjdę tam na ulicę o szóstej w niedzielę, nikogo nie ma. Więcej życia znajdziesz na cmentarzu niż w niedzielę w Essen. Tam mnie to dołuje, że wracam do domu przygnębiony i muszę wypić pięć piw! A w Gdańsku? Chaos, bałagan, ludzie, tramwaje, ruch. Każdy gdzieś idzie, coś załatwia. Naprawdę zdaje mi się, że jest to miasto żyjące 24 godziny!

Jak to się stało, że postanowiłeś zrobić przedstawienie o Zaspie - szarym gdańskim blokowisku?

Wsiadłem kiedyś w tramwaj z napisem Zaspa. Okazało się, że jest to jedna z dzielnic Gdańska, pełna szarych wysokich bloków. Kiedy jedzie się w Gdańsku tramwajem, to niesamowite uczucie. Byłem przekonany, że trzeci wagonik, w którym podróżowałem, na pewno nie podąża za pierwszym, że jedzie swoją drogą, wcale nie trzymając się torów. Do tego ten hałas, jakbyś był wewnątrz robota kuchennego. W końcu dojechaliśmy na Zaspę. Kilometry szarych bloków. Spodziewałem się spotkać tam ludzi pogrążonych w depresji, bez nadziei, bez uśmiechu i optymizmu, agresywnych. Tymczasem okazało się, że na Zaspie można żyć i że to życie może być piękne, cudowne. Poszedłem do kościoła. Z zewnątrz wygląda jak bunkier, mówiąc oględnie nie jest to najładniejsze miejsce na ziemi. W środku ławeczki podobne do tych, jakie stały w mojej szkole podstawowej w sali gimnastycznej, stare, zniszczone. Tymczasem ludzie zachowują się tam tak, jakby byli w przepięknych wnętrzach Watykanu. Widać, że przychodzą do tego miejsca, bo naprawdę wierzą. Jak to zobaczyłem, zadrżałem z emocji. Jest w nich siła, energia, piękno, podczas, gdy na Zachodzie instytucja kościoła straciła swoje znaczenie. Ten kościół przyciąga mnie jak magnes, jest w nim tyle duchowości, wracam tam co niedzielę.
Potem chodziłem po Zaspie. Byłem w barze przy kolejce. Bar mały, obskurny. Ale pracująca tam kobieta nalewa wódkę w taki sposób, że nie doczekałbym się takiej obsługi w Hiltonie. Patrzyłem na te wielkie szare bloki i mieszkania jedno przy drugim i zastanawiałem się, jak ludzie mogą się w nich kochać? Przecież wszystko słyszą sąsiedzi, nie mówiąc już o rodzicach młodych ludzi siedzących w drugim pokoju. A jednak ludzie zakochują się na Zaspie i kochają się w tych ciasnych mieszkankach. To niewiarygodne a jednocześnie wspaniałe.
Część moich tancerzy mieszka na Zaspie. Ja muszę codziennie spędzić w łazience około godziny. Rozbieram się, patrzę na swoje ciało, ruszam przed lustrem. W końcu jestem tancerzem. Ale w tych małych mieszkaniach, gdzie na łazienkę w kolejce czekają mama, tata, babcia, siostra i brat? A jednak sobie radzą i są przy tym wspaniałymi tancerzami!
Czasem kiedy wracam z prób zniechęcony wystarczy mi popatrzeć na babcię, która gdzieś przy stacji kolejki o dwunastej w nocy w środku zimy sprzedaje kwiaty! Dwunasta w nocy, zimo, a ona siedzi z trzema kwiatkami! Zastanawiam się: kto to kupi?! O tej porze? A jednak ona siedzi, spokojna, ufna. Myślę sobie wtedy, skoro ona ma tyle wytrwałości, to ja też muszę! Ta babinka daje mi energię i wiarę!

Ale Zaspa to nie tylko nazwa dzielnicy, to także słowo w języku polskim, oznaczające...

...tak, wiem, górę śniegu. Przeszkodę, która stanęła na twojej drodze i którą trzeba pokonać. Ten aspekt tytułu też jest dla mnie istotny. Chciałbym poprzez swój projekt uświadomić Polakom, że te zaspy są w nich, że są jak przeszkody nie pozwalające im zobaczyć, co jest po drugiej stronie. Wiem, że w Polsce żyje się ciężko, że coraz trudniej o pieniądze i pracę. Ale chcę uświadomić Polakom, że mają coś, czego nie da się kupić i czego nie powinni tracić. Przede wszystkim są to te wspaniałe uczucia i emocje, o których mówiłem wcześniej. Wielu Polaków wyjeżdża na Zachód i do Stanów, aby tam zarabiać, sprzątać, pracować przy pracach remontowych. Jeden z moich tancerzy na dzień przez rozpoczęciem prób powiedział, że jedzie pracować na Zachód. Próbowałem go przekonać, że nie powinien się teraz poddawać, zostawiać tańca dla pracy fizycznej na Zachodzie. Że trzeba wytrwać, walczyć tu na miejscu. Tu jest kultura, tradycja, rzeczy, których nie można kupić za żadne pieniądze. Wydaje mi się, że Polacy nie potrafią tego dostrzec, docenić, że przeszkadzają im te zaspy w ich wnętrzu. I o tych właśnie zaspach też chciałem opowiedzieć. W przedstawieniu pojawia się motyw bębenka - jak "Blaszany bębenek" Guntera Grassa. Ten dźwięk ma być wezwaniem do rewolucji, kolejnej rewolucji. Wezwaniem do obudzenia się ze snu. Jeżeli walczyliście tyle lat, może musicie walczyć dalej? Nie poddawać się. Jasne, że codzienna walka o przetrwanie jest trudna, codzienne trudności przesłaniają widok, nie pozwalają dojrzeć bogactwa tego kraju. Ale trzeba je dostrzegać mimo wszystko.

Skąd w przedstawieniu obecność przemówienia Lecha Wałęsy?

Lech Wałęsa był tym człowiekiem, który miał odwagę, żeby coś zrobić, coś zmienić. Był znany za czasów Solidarności i będzie zapamiętany przez historię. Właśnie on, a nie wasz nowy prezydent w ładnym krawacie, jak on ma na nazwisko?, który mówi ładnymi okrągłymi zdaniami. To był prosty człowiek, który miał odwagę pokonać zaspę w sobie. No i oczywiście mieszkał kiedyś na Zaspie!
Niedawno dowiedziałem się, że coraz więcej Polaków zapomina, kim był! Po dwudziestu latach! Moim zdaniem jest to przerażające! To był tak ważny człowiek dla waszej historii. Byłem w stoczni i pytałem o niego stoczniowców, a oni mówią: eeeee, Wałęsa i machali ręką. Dla mnie jest to przerażające. Chciałem więc po pierwsze zwrócić uwagę na fakt, że jest zapominany. Po drugie wykorzystałem fragment jego przemówienia z Kongresu USA, w którym Wałęsa mówi: "My Naród". Chodziło i o to, żeby po dwunastu latach przypomnieć te słowa i zapytać, co znaczą dziś, co się stało z polską rewolucją dziś? Co dziś znaczą dla was słowa "My naród"?

W przedstawieniu pojawia się też rozmowa o Adamie Małyszu...

On jest ucieleśnieniem marzeń i snów każdego Polaka. Każdy z was chce latać, chce być wysoko, a on tylko to robi! Może więcej Polaków powinno tak latać, każdy w końcu ma jakiś potencjał Byłem kiedyś w polskim teatrze. W przerwie, w teatralnym bufecie wszyscy polecieli oglądać Małysza. Widziałem napięcie na twarzy widzów, większe niż podczas oglądania spektaklu! Prawdziwa akcja działa się na skoczni. Małysz jest symbolem sukcesu. Oczywiście to normalne, że w każdym kraju mieszkańcy interesują się sportowcami. Ale u was zachwiane są proporcje! Nawet prezydent pojechał na skocznię i podczas skoku Małysza modlił się o jego pomyślność, składał ręce i patrzył w górę. To co ja wyczuwam instynktownie jako artysta, w życiu zdarza się ze stukrotnym wzmocnieniem. Dlatego w sztuce zaproponowałem, żeby Małysz kandydował na prezydenta. W przedstawieniu pojawia się piosenka polskiego rapera Liroya "Skaczcie do góry jak kangury!" Myślałem, że napisał ją dla Małysza, ale okazuje się, że powstała cztery lata wcześniej. Jednak i tak postanowiłem ją dołączyć. Podobnie jak piosenkę dla polskiej reprezentacji piłkarskiej "Polska do boju". Oczywiście, że jest nieco głupawa. Ale pasowała mi do tego kontekstu zagrzewania do walki, zachęcania do wysiłku, popierania Polski. Jesteście interesującym narodem. Widziałem u was jogurty z napisem: "z polskiego mleka". Nigdy na Zachodzie nie widziałem napisu np. "z niemieckiego mleka". To polski fenomen. Ale pewnie wyczuwacie, że coś jest nie tak z mlekiem z Europy, że może wasze wciąż jest naturalne, a tamto, kto wie, może wcale nie z krowy?

Jak się pracuje w Polsce?

No cóż, na tubę czekałem chyba dwa miesiące i wciąż jej nie mam. Magnetofon się popsuł i wciąż nie mogą go naprawić. Podobna rzecz zdarzyła mi się ostatnio w Senegalu, gdzie piasek nasypał się do magnetofonu i też trudno było tańczyć bez muzyki. Z drugiej strony ludzie są bardzo mili, przyjaźni, uczynni. Pracuję w zabytkowej sali w Ratuszu Staromiejskim i sądzę, że w żadnym innym kraju nie pozwolono by mi tańczyć w takiej zabytkowej przestrzeni. Poza tym polscy tancerze są fenomenalni. Tak młodzi ludzie, a tak dojrzali! To nieprawdopodobne. Codziennie też mogę sobie pogadać ze sprzątaczką. W końcu łączy nas miejsce pracy. Ona się poci przy sprzątaniu, a ja przy wielogodzinnym tańcu.

W przedstawieniu pojawia się piosenka polskiego piosenkarza rockowego Kazika, który śpiewa o "ostatnim tańcu przed końcem świata". Chodzi o Polskę?

Nie, o cały świat. Doszliśmy do końca ślepej ulicy. Dawno temu postawiliśmy pytania, na które nauka dała nam odpowiedź. Możemy już chyba nawet stworzyć sztucznego człowieka. Ale czuję, że dla ludzkości do ślepy zaułek, że potrzebni są filozofowie i poeci, którzy postawią nowe pytania. Stoimy pod murem i nie mamy się dokąd ruszyć. To czas apokalipsy. Nie dotyczy to wyłącznie Polski. W każdym mieście na świecie jest Zaspa i w każdym z nas jest zaspa. Wszyscy musimy je dostrzec i pokonać w sobie. Zobaczyć światło po drugiej stronie.

© BUT (publikacja za zgodą BUT)
foto promocyjne: W. Orlicz

główna     serwis tańca     wszystkie wywiady



odkryć strony od 20.10.2000