główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

serwis tańca



"Przystanek końcowy Zaspa",
choreografia: Avi Kaiser
produkcja: Norbert Kobyliński
współprodukcja: Bałtycki Uniwersytet Tańca, tanzhaus nrw
13 maja 2002 r., Teatr Mały, Warszawa

dla serwisu tańca
spektakl recenzuje Sandra Wilk


Przed urodzonym w Izraelu choreografem Avim Kaiserem stało trudne zadanie - miał wyreżyserować spektakl, który byłby odczytywalny przez Polaków, od dziesięcioleci stykających się z groteską dnia codziennego i przez żyjących w "uporządkowanym" kraju Niemców. To niemal niemożliwe zadanie dla cudzoziemca, narażone na popełnianie kalek kulturowych, na wykorzystywanie tylko przejaskrawionych schematów, na popełnianie błędów z niewiedzy historycznej. Niestety w najnowszej produkcji Bałtyckiego Uniwersytetu Tańca - tj. w spektaklu "Przystanek końcowy Zaspa" wszystkie te błędy zostały przez Kaisera popełnione. W efekcie dostaliśmy kolaż wszystkiego, co z Polską kojarzy się na Zachodzie - dyskusję o Adamie Małyszu, niepoprawne językowo przemówienie Lecha Wałęsy w kongresie USA i kicz związany z jego swoistym polskim, szczególnie gdańskim, kultem (np. przez użycie ogromnego białego ręcznika z napisem "Solidarność"), wszechwiedzącego księdza (Jankowskiego?), szarość wielkomiejskiego blokowiska, rusztowania, nietolerancję wobec Żydów, walc minutowy Chopina, nieustannie włączony telewizor i... herbatę w szklance. Nie było tylko bocianów i pól falujących na wietrze zbóż. Szkoda, bo w swoim założeniu "Zaspa" niesie ze sobą ogromny potencjał. Mogła zrelacjonować naszą szarą beznadzieję codzienności z dyskretnym dowcipem i absurdem sytuacji, w której żyjemy. Odizolowanie od tych bogatszych, nudę, brak pomysłów na przyszłość...

Avi Kaiser chciał pokazać szare smutne osiedle Gdańska, typową miejską sypialnię, zrobił to jednak tak, jakby nie zauważył dziesięciu lat najnowszej historii. Avi twierdzi, że ludzie dyskutują o stanie wojennym, że żyją tym, co zrobił dla Wałęsa - i choć stara się z tego naśmiewać - to wychodzi to nieszczerze i w dość nieudolny sposób. Kto bowiem rozmawiając o wybuchu stanu wojennego wymienia pełną jego datę wraz z rokiem? Kto sprawdza dane statystyczne na jego temat, kto szuka jeszcze kartek żywnościowych na pomarańcze? U Aviego mieszkańcy Zaspy to stereotypowe postaci - dobrze, tacy jesteśmy szarzy i stereotypowi - są tu gospodyni domowa, pijaczek, pseudobiznesmen, odrzucona przez społeczność smutna Żydówka, gospodyni domowa i blokersi. Ale dlaczego blokersi słuchają Liroya? Przecież to akurat jedyny wykonawca, który twierdzi, że jest hip hopowcem, a hip hopowcy, blokersi, fani tego nurtu nigdy go nie słuchali. Liroy sprzedał się medialnie tym, którzy słuchali popu i rocka. I to w dodatku wiele lat temu.

To oczywiście szczegóły, ale to one tworzą ogólne wrażenie po zakończeniu spektaklu. Avi czując się niepewnie na polskim gruncie podparł się mocno naszą muzyką. I dobrze, bo dziś to muzyka i telewizja kształtuje naszą kulturę. Znamienne jest też, że w spektaklu z ogromną ilością rekwizytów niemal nie pojawiają się książki. Nie można jednak odebrać Kaiserowi zmysłu obserwacji - świetnie odwzorował typową w osiedlach mieszkaniowych scenę oczekiwania na przystanku. Ludzie stoją wyglądają, chodzą w kółko, nudzą się. W miarę czekania marzną, zacierają ręce, tupią nogami, podchodzą do ulicy i wyglądają na jezdnię. Kaiser poszedł jeszcze dalej - nagle śniący podróżni zaczynają tańczyć - powolnie bez pośpiechu przelewają się z jednej pozycji w drugą. Jakby już nie mieli sił, jakby nie widzieli wyjścia z niezależnej od nich sytuacji... Podobnie - z werwą i pomysłem - zrealizowana została scena tańca w kolejce z torebkami reklamowymi (tak, tak typowymi polskimi torebkami reklamowymi, które nie mają napisów reklamowych).

Zasadniczo jednak "Przystanek końcowy Zaspa" ratują aktorzy - oni wiedzą, znają rzeczywistość, w której żyją. Świetnie swoją rolę kury domowej odegrała Aurora Lubos, otępiała w ciągu dnia układaniem koszul męża i tańcząca w nocy swe marzenia. Genialnie wprost prezentowały się postaci starego żula w niebieskim dresie, który karmi nas swoją tanią filozofią, polskiego biznesmena w wymiętym garniturze i księdza.

Czy jednak czarny humor przez nich prezentowany będzie dobrze odczytany? Czy pseudo hip hopowe tańce spodobają się publiczności? Choreografia przez mnogość kodów, typowych dla polskiej rzeczywistości sprawia wrażenie trochę zabałaganionej. Mimo to, "Przystanek końcowy Zaspa" - w kontekście oferty polskiego rynku teatru tańca - plasuje się wysoko. Był pomysł, są aktorzy, którzy go rozumieją i realizują. To już bardzo, bardzo dużo.

© Sandra Wilk, serwis tańca
foto: materiały promocyjne BUT



główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000