główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

serwis tańca - wolna strefa



III Festiwal Tańców Dworskich
5-11 sierpnia 2002
Rynek Główny, Kraków

dla serwisu tańca
festiwal recenzuje Aneta Piech


Warsztaty, barwny korowód tancerzy wokół krakowskiego Rynku czy wykład "Europejski taniec dworski w ikonografii i traktatach" to najciekawsze przedsięwzięcia trzeciej edycji festiwalu, mające na celu przybliżenie tańca dworskiego krakowskiej publiczności.

- Ludwik XIV był jednocześnie najlepszym tancerzem baletowym - opowiadała Romana Agnel, dyrektor artystyczny festiwalu podczas wykładu w Willi Decjusza. - Grał role Apollina albo Marsa. Ćwiczył nawet w namiocie, który woził ze sobą na wojny. Taniec był sztuką wykonywaną zawodowo przez władców. To tak jakby dziś prezydent Kwaśniewski tańczył, po to żeby okazać swoją władzę i dostojeństwo.

Główna część wykładu poświęcona była odpowiedzi na pytanie, skąd wiadomo, jak wyglądały figury, układy i pojedyncze kroki baletu dworskiego. Romana Agnel pokazywała, jak wiele można wyczytać z renesansowych traktatów o tańcu. Niestety, o tym, jak wyglądały kroki galiardy, pawany czy gawota można się było dowiedzieć niewiele i jakby mimochodem. - Język pisania o tańcu był kiedyś o wiele bardziej opisowy - twierdzi Romana Agnel. - Kroki miały bardzo obrazowe nazwy, na przykład "krok żuraw" czy "krok pchła", dzięki czemu o wiele łatwiej można je odtworzyć.

Pod względem artystycznym tegoroczny Festiwal Tańców Dworskich wypadł dość skromnie. Do Krakowa nie przyjechały zespoły zagraniczne. Publiczność zgromadzona na Rynku Głównym mogła obejrzeć jedynie dwa spektakle w wykonaniu profesjonalnego baletu Ardente Sole. Sobotni "Ogród miłości" w choreografii Romany Agnel to pantomimiczno-teatralna próba odtworzenia atmosfery bali na dworze średniowiecznych władców Europy. Tancerze w rajtuzach i kolorowych ciżmach z zakrzywionym noskiem poruszali się z gracją i dostojnością połączoną z subtelnością, która sprawiała wrażenie jakby zwinne, wysokie podskoki, stanowiące oś wszelkich układów przejścia z płaskiej stopy na wysokie pół-palce nie wymagały żadnego wysiłku. Lekkość, zwiewność ruchów przenosiła się na relacje między tancerzami. Miłość, którą udało im się wytańczyć, ograniczała się do flirtu, zabawy i miała więcej wspólnego z etykietą niż prawdziwym uczuciem. Wdzięcznie przekrzywione głowy dam, zamaszyste, pełne oddania ukłony dwórek i ich partnerów (na własny użytek pogrupowałam je na mniej i bardziej głębokie - z ugiętym albo wyprostowanym kolanem nogi, którą kładzie się na podłodze) nie zdradzały ani cienia dramatyzmu, niepokoju czy rozpaczy. Nawiązujący do poezji dworskiej i powracający w przerwach poszczególnych układów motyw spotkania dziewicy w białej sukni ze złotymi dodatkami z tancerzem w kostiumie baśniowego jednorożca uzupełnił zabawową, wesołą i niczym niezmąconą wizję miłości o jej bardziej melancholijny, przesłodzony i wyidealizowany aspekt.

Choć w balecie dworskim trudno doszukać się czegoś, co odpowiadałoby wrażliwości, przeżyciom człowieka XXI wieku, ciekawe jest podpatrywanie, w jaki sposób bogato zdobione, ciężkie kostiumy kształtowały układy taneczne, sposób poruszania się. Ciężkie suknie dam, kapy, peleryny kawalerów zawęziły balet dworski do powtarzalnych ruchów nóg i rąk. W czasie, gdy charakterystyczny dla tańców afroamerykańskich policentryzm ruchów i rytmu, pozorowana niedbałość, wydają się czymś bardziej naturalnym, niż reguły baletu klasycznego, z którego wyrasta taniec dworski, obserwowanie powtarzalnych, skomplikowanych i bogatych układów rąk i nóg może prowadzić do ciekawych porównań. W balecie dworskim, którego celem była przede wszystkim demonstracja władzy, dostojeństwa możnowładców, odnaleźć można źródła ruchów i figur, które stały się późnej narzędziem ekspresji wnętrza człowieka. Niepozorny taniec trzech dam dworu w "Ogrodzie miłości" oparty na wystudiowanych gestach dłoni z palcami rozłożonymi w taki sposób, by podkreślić ukryte w nich piękno, to jeden z wielu odtworzonych przez Romanę Agnel wyidealizowanych układów. Nie tyle porusza, co budzi zachwyt albo proste zaciekawienie.

Chociaż zmieniły się kostiumy (damy ubrały jeszcze cięższe suknie, dopasowane buty z delikatnej skórki zastąpiły ciżemki), muzyka (podobnie jak poprzedniego wieczoru w doskonałym wykonaniu zespołu Muzyki Dawnej Dancerye) i klimat epoki, nastrój renesansowego spektaklu "Ballo d'Amore" , który można było obejrzeć na Rynku Głównym 11 sierpnia, niewiele różnił się od tego, jaki tancerze Ardente Sole stworzyli w "Ogrodzie miłości". W odrodzeniowej opowieści o flirtach i pojedynkach czasem można się było doszukać tych samych kroków, układów i figur, takiego samego potraktowania tematu - wytańczona miłość jest tu równie finezyjna, wystudiowana, ale widzowi raczej obojętna z powodu braku choćby odrobiny dramatyzmu, czegoś, czym można by się przejąć. Dużą rolę w "Ballo d'Amore" odgrywały rekwizyty - wachlarze, książki, chustki czy szpady. Wytańczony przez dwóch dworzan pojedynek o damę w połączeniu ze zwiewnością, delikatnością kroków i układów tanecznych budził raczej uśmiech niż przerażenie. Rozegrany został jakby od niechcenia. Szpady dworzan zbliżały się do siebie jedynie na mgnienie, by po chwili niczym pchły odskoczyć od siebie i dać tancerzom możliwość wykonania kilku obrotów czy podskoków.

W odróżnieniu od spektaklu nawiązującego do średniowiecza w renesansowym "Ballo d'Amore" tancerze Ardente Sole pokazali kilka bardziej frywolnych układów, podczas których damy dworu podtrzymywane przez kawalerów unosiły się w obrocie ponad sceną albo kończyły figurę trzymane na rękach przez tancerzy, kopiąc i wierzgając nogami, ukazując przy tym... białe pończoszki i kostki. Warto dodać, że tego typu tańce (choć ich bynajmniej nie unikano) na dworach europejskich budziły kiedyś oburzenie.

W niedzielnym spektaklu odnaleźć można było odnaleźć można było charakterystyczny sposób chodzenia europejskich możnowładców, który podczas wykładu o balecie dworskim pokazywała Romana Agnel. Tancerze odgrywali przechadzających się z dostojeństwem dworzan, ciągnąc wysoko uniesione ramię w tym samym kierunku, w którym podąża przesuwająca się równocześnie stopa. Powtarzane co jakiś czas podskoki na wyprostowanych nogach, dostawienie nogi w podskoku do drugiej sprawiało, że tancerze przypominali czasem drewniane pajacyki z uśmiechem przyklejonym do twarzy w tak naturalny sposób. Tak jak uprzedzała dyrektor artystyczny festiwalu, tego dnia można było zobaczyć także bardziej frywolne układy.

Podsumowanie tegorocznego festiwalu nie skłania do zadowolenia. Romanie Agnel udało się wprawdzie sprawić, że krakowska publiczność bawiła się świetnie, oglądając spektakle i ucząc się podstawowych kroków tańców dworskich. Dość liczna grupa osób tak bardzo zaraziła się fascynacją baletu, który - jak by się wydawało - dano już umarł, że chciała wziąć udział warsztatach tańca dworskiego. Niemniej jednak brakowało w tym festiwalu różnorodności. Spektakle zespołu Adrente Sole - choć pod względem technicznym dopracowane i pomysłowe - szybko się krakowskiej publiczności opatrzą. Przepych strojów, udziwnione układy, niepodobne do tego, co można obejrzeć w telewizji, będą przyciągać gapiów. Tym, co chcieliby popatrzeć na prawdziwy taniec dworski w różnych jego odmianach, szybko się znudzą, jeśli do wyboru będą spektakle jednego tylko zespołu.

© Aneta Piech, serwis tańca



główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000