główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

serwis tańca - wolna strefa



"Utsusemi"
Miho Iwata
choreografia Miho Iwata
21 września 2002 r., Centrum Sztuki "Solvay", Kraków

dla serwisu tańca
spektakl recenzuje Aneta Piech


Po wybuchu bomby atomowej w Hiroszimie i Nagasaki artyści japońscy odkrywają skarlałe wnętrze człowieka. Butoh to taniec, w którym powykręcane, napięte ciało tancerza, twarz z nieruchomymi gałkami oczu śladu, bez śladu emocji ewokują obrazy śmierci i rozkładu; służą wyrażaniu obsesji prześladujących człowieka - opowiadała Joanna Leśnierowska, teatrolog i krytyk tańca współczesnego podczas wykładu poprzedzającego występ Miho Iwaty z Japonii. Miho Iwata jest absolwentką wydziału architektury w Kyoto, uczyła się baletu klasycznego, tańca jazzowego, uprawiała gimnastykę sportową. Butoh zainteresowała się po spotkaniu z tancerzem Daisuke Yoshimoto. Spektakl "Utsusemi", który można było obejrzeć w krakowskim Centrum Sztuki "Solvay", to jeszcze jedna z mutacji tańca butoh wychodząca poza zasady sformułowane na przełomie lat 50. i 60. przez Tatsumi Hijkatę.

Rozpoczyna go smutna piosenka wyśpiewana przez prostą dziewczynę. Na pustej scenie stoi słabo oświetlony przedmiot przypominający maleńkie drzewko w doniczce. Rekwizyt ten i zmazurzone słowa piosenki "Na polu sosna/wysoko urosła / Wydała mnie mama za mąż / Jeszczem nie urosła" mogą stanowić klucz do tego, co się za chwilę wydarzy. Po chwili za plecami publiczności wybucha ostre światło reflektoru. Roztapia się w nim kobieta w koronie ze sztucznych orchidei w kolorze jesiennych liści i białej, długiej sukni. Wspina się i przechodzi przez balustradę dzielącą miejsce dla obsługi technicznej od publiczności.

Suknia zrobiona jest z białego papieru pakowego niezbyt szczelnie spowijającego ciało tancerki. Szeleści. Znaczy każdy ruch. Postać powoli schodzi w kierunku sceny między dwoma rzędami publiczności. Ma martwą twarz, wpatrzone w pustkę szklane oczy. Nagłe szarpnięcie - pod wpływem jakiegoś niewidzialnego impulsu - i tancerka zrywa się i biegnie na scenę. Upada. Zagrzebana pod stertą papieru swojej sukni, rękami okrywa głowę, szybko oddycha. W ciemności, która zapada po wygaszeniu lamp, słychać jeszcze ten oddech. Kiedy w mroku zapala się czerwone światło, Miho nie podnosząc się z podłogi, przyciąga do niego napięte ręce, potem całe ciało. Zanim jeszcze zbliży się do reflektoru, gwałtownie odbija się w przeciwną stronę. Podtrzymując tułów na ugiętych łokciach, wbija jedną, potem druga piętę w podłogę i odpycha swoje ciało w kierunku drugiego czerwonego reflektoru, który zapalił się naprzeciw. I tak na przemian. Przyciąganie - odpychanie. Jakaś szamotanina wewnętrzna, którą widać tylko w nieuporządkowanych ruchach ciała, napięciu mięśni, które rozluźniają się jedynie po to, by przybrać inną, jeszcze bardziej skurczoną postać.

Twarz tancerki jest jak maska. Obojętność i bezruch oddzielają martwe oczy, owalnie ułożone usta, które do końca już wypowiadały będą bezgłośne, nieprzerwane "o", od gwałtownych ruchów, napięć, skrętów i wygięć ciała. W chwilach, gdy obce twarzy ciało zamiera, bezruch jest tylko pozorny. Pod jego skórą dzieje się coś, co stanie się potem gwałtownych ruchów, które trudno poskładać logicznie. To ciało porusza się jednak w uporządkowanej z niemal precyzją zamkniętej przestrzeni. Postać przesuwa się tylko w poziomej linii. Charakterystyczne dla butoh rozpadanie się postaci odbywa się w "Utsusemi" niemal w sensie dosłownym. Tancerka odziera się ze skrawków papieru, z której "uszyto" jej odświętną suknię. Tyle w jej ruchu gwałtownych gestów, szarpaniny, że staje się to niemal niezauważalnie. Półnaga, tocząc się po podłodze, zawija się w zgarnięte naprędce skrawki pomiętego papieru jakby chciała osłonić to przerażone, nieswoje ciało. Denerwujący dźwięk, którego wracającym refrenem był odgłos przypominający falę braw, coraz groźniejszy, rozbijający się w niepodobny do niczego, bolesny hałas, przechodzi nagle w uspakajające, łagodne brzmienie fortepianu.

Skulona w sobie postać rozluźnia się, wstaje. Wyciągając w górę dłonie, tancerka wychodzi poza zamkniętą przestrzeń linii pomiędzy refrektorami, zaczyna obracać się wokół. Najpierw jakby ze zdziwieniem, potem w transie tańczy. Złamane plecy pod wyciągniętymi w górę, falującymi rękami przypominają o napięciu, zwierzęcym przerażeniu, które jest w tym ciele, i tylko na chwilę pozwoliło wrócić radosnej, młodej dziewczynie.

© Aneta Piech, serwis tańca


główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000