główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

serwis tańca - wolna strefa



"Melange"
Deborah Lary
choreografia: Catherine Escarret
Paryż 2001-2002

dla serwisu tańca
spektakl recenzuje Blanka Sunflower


Wydaje się, że w Paryżu wszystkie sztuki, zwyciężone, giną pod powłoką z sztuk plastycznych, które rozpanoszyły się tak bardzo, że człowiek zadaje sobie już tylko jedno pytanie: czy zostało jeszcze miejsce na coś innego? Rodzi się niepokój o to, czy baletnic Degas'a nie zobaczysz tu szybciej na obrazach, niż w rzeczywistości? Potem uświadamiasz sobie, że gdzie jest sztuka, tam jest już sztuka bez końca, i że gdzie jest jedna - przynajmniej w naszych czasach przenikania się kultur, przenikania się prądów i kierunków - tam niezadługo będzie i druga, a potem...
Potem? Tout se MELANGE.

Właśnie "Melange" to połączenie trzech krótkich i zupełnie różnych spektakli ("Eva", "Matki" i "Trzeci świt"), których - poza osobą choreografki i postacią tancerki - nie łączy właściwie nic. Ale to kroki Evy pamięta się długo potem, gdy przeminie ostatni z nich. "W wielkim łóżku, młoda kobieta o rudych włosach rozgląda się dookoła siebie, wyciągnięta bezwładnie, pozbawiona mowy. Może tylko myśleć. O czym myśli? - No przecież ja... ja potrzebuję ruchu, chce czuć swoje ciało". A przecież w spektaklu Eva nadal milczy.

Niemożliwość ruchu jest tym, co może powodować strach, wywoływać próby walki, krzyk albo rozpaczliwe usiłowania zapanowania i zwyciężenia niemożności ciała. Próby nieudolne - albo próby, w których idzie się na całość. Niemożliwość ruchu lub chociażby przeczucie tego, co je blokuje, może powodować jeszcze większe zblokowanie. Najpierw więc tylko myśli się o buncie - by wreszcie...
Eva zrywa się nagle z krzykiem: "Chcę bić sama siebie". Krzyk nie wzrasta z każdą chwilą. Krzyk już u samego swego początku jest największy. Z momentem, w którym Eva porzuca swoją półleżącą postać na łóżku, wszystko w spektaklu staje się przerysowane. Każdy gest Deborah Lary jest teraz jak gwałtowne cięcie, a kierunki, w których zwracają się jej stopy, zmieniają się zaskakująco z każdą sekundą. Eva - ubrana na biało, w długą, powłóczystą koszulę oplatającą się wokół nóg, które jak szalone biegną w tych krótkich chwilach, kiedy - jeszcze przed wyzwoleniem, tym już na zawsze - udaje im się uwolnić choć na moment. Tancerka upada, podnosząc się potem w mgnieniu oka - to jednak nie następuje nie od razu, bo Eva najpierw szuka kontaktu z podłogą, jakby chciała być pewna, że potrafi wstać - że... jest silniejsza, niż to nieznane coś, czym przyciąga do siebie ziemia. I jeszcze te słowa, sześć sylab, których brzmienie słyszy się potem długo jeszcze - "je ne peux pas bouger" (spójrzcie, nadal nie mogę się ruszyć) krzyczane z różnymi wyrazami twarzy, a w każdym z nich jedno. Sprzeciw. Przeciw czemu ten sprzeciw? Przeciw temu, co nas unieruchamia, lub chociaż chce unieruchomić? Pozbawić możliwości działania, czy może wręcz pozbawić odwagi, by działać?
Tak, "Melange" to przede wszystkim Eva uwięziona w wielkim łóżku, szarpiąca się strasznie i - zdaje się, że marząca tylko o tym, by wreszcie (może stanie się to w najmniej spodziewanym momencie, a może nie stanie się nigdy...?) rozstać się ze znienawidzonymi poduszkami, kołdrą, i całą resztą.

***

Catherine Escarret prowadzi młody zespół tancerzy, rudowłosa Deborah Lary jest bodajże jedną z dwójki bardziej doświadczonych członkiń tego zespołu, o którym pisano swego czasu w prasie: "zespół, w którym aż kipi od talentu". "Le Télégramme" twierdził o spektaklu, że skazuje na zesłanie zakazy i pokonuje granice wyobraźni, zaś "La Montagne" nazwała choreografię połączeniem gatunków "spajającym sztuki dramatyczne właśnie po to, by lepiej oddawać sprawy dotkliwe i bolesne".

Cały spektakl jest jednak nie tylko połączeniem gatunków, ale i połączeniem wcześniejszej choreografii z elementami zaskakującej czasem improwizacji. Może więc należałoby napisać po prostu, że bez tego otwarcia się na chwile - gdyby Deborah Lary wystrzegała się i bała gwałtownych ruchów, zrodzonych przez chwile i nieprzewidzianych przez żadne dobre ni złe duchy Tańca - spektakl nie byłby już tym samym, a ona nie byłaby tą samą Evą...? Można ją pozbawić mowy i ruchu, ale nigdy na dłużej niż na kilka, może kilkanaście sekund. Tak naprawdę nie pozbawi się ich do końca, bo przecież nigdy nie godzi się na spoczynek.

© Blanka Sunflower, serwis tańca



główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000