główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

serwis tańca - wolna strefa



"Tempete"
Compagnie Les Passagers
reżyseria: Garance Bonno-Dugor
muzyka: Eric Abecassis
Festiwal "Printemps des Rues"
25-26 maja 2002 r., Paryż

dla serwisu tańca
spektakl recenzuje Blanka Sunflower


To, co robią Les Passagers, nazwano kiedyś spektaklami napowietrznymi, łączącymi w sobie elementy teatru, sztuki plastycznej i... lotu. To taniec w powietrzu i dramat rozgrywający się w przestrzeni, która wydaje się nie do osiągnięcia. A przecież ani wysokość, ani odległość, nie stanowią tu bariery, która byłaby nie do pokonania, wszystko okazuje się możliwe, więc dlaczego nie przenieść metafory walki światów w przestrzeń nie do ogarnięcia. Tę, która mogłaby wydawać się niedostępna - a przecież nawet i w niej, w tej najodleglejszej, nigdy nie zapanowuje spokój. Na placu Pompidou tego dnia stały aż dwie oplecione rusztowaniami konstrukcje: obok dziwnej struktury, za jaką niektórzy uważają samą ogromną bibliotekę, stanęła podobna, nieco wprawdzie mniejsza kompozycja, złożona z metalowych rur i płaszczyzn. Na tle zmierzchającego nieba i budynków z tyłu, w kroplach deszczu, ekwilibrystyczne popisy tancerzy zawieszonych na pionowej ścianie sprawiały wrażenie jakiejś mało rzeczywistej walki. Takiej, która toczy się gdzieś we mgle...

Punktem wyjścia do kreacji spektaklu grupy Les Passagers była "Burza" Shakespeare'a. Postaci z dramatu balansują tu na olbrzymiej strukturze rusztowania, "ten dziwny lud, zawieszony na końcach lin - tańczący, idący, płynący jak na morzu, zdaje się, że naprzeciw jego prądom... Gładkie liny, które wprawiają w ruch uczepione ich postaci, to w rzeczywistości ta cienka nić, która wszystkich nas trzyma przy życiu, tak samo efemeryczna, jak obrazy, które powstają w trakcie przedstawienia"*. Ludzkie sylwetki drżą, gną się, zwijają, dokonują dziwnych i nieoczekiwanych zwrotów, walczą z siłą ciążenia lub wykorzystują ją umiejętnie do własnej gry. Ruch tancerzy na linach nie zaspokoiłby pewnie gustów wielbicieli perfekcji, zdolnych przewidzieć każdy manewr. Ludzkie figurki tańczą na pionowej ścianie, to opuszczając się, to wspinając w górę - by upaść znowu - nigdy jednak na zawsze. Ciała gną się w konwulsjach, to obracają, to lekko pozwalają unosić się wzdłuż rozpiętej tuż przy nich płaszczyzny. Ruchy liny nie zawsze dają się wyprzedzić naszej wyobraźni, choć wydawałoby się - wszystko jest tak celowe i zaplanowane. W spektaklu, w życiu? To tylko ludziom wydaje się, że mogą zapanować nad grającym z nimi światem.
- Co mówisz? A przecież anioły...?
- One tylko patrzą.
Anioł w "Tempete" jest rozczochrany i nosi zwykłe, parciane portki. Skrzydła, które wisiały na belce rusztowania jeszcze przed spektaklem, namiękły od gwałtownego deszczu. Anioł ma w sobie akceptację wszystkiego, co dzieje się dookoła. Zdaje się, że podobają mu się ludzie, zawieszeni śmiesznie na linach, poskręcani w najdziwniejszych pozach i usiłujący bez końca zmieniać swoje położenie - ich ciała wciąż szukają nowych możliwości ruchów, a ręce i nogi kopią czasem przestrzeń tak, jakby chciały już tylko jednego - odtrącić wszystko, co ogranicza. Skrzydła anioła są ciężkie i nie chcą się poruszać. Sam anioł zresztą też nie grzeszy nadmiarem koncepcji działania. Może tak, jak w życiu? Nasze anioły są tylko obserwatorami - z czasem może tak bardzo zaskoczone tym, co robimy, co dzieje się z nami i na co się godzimy - że krzepną w bezruchu jeszcze bardziej, nie mogąc uczynić żadnego ruchu.

W "Burzy" jednak nie tylko anioł nie ma w sobie pewności. Pewności co do kierunku działania nie ma też czarna postać - i czy to na pewno diabeł? - choć przecież jej ruchy wywołują pierwsze wrażenie zdecydowania. Jedyna rzecz, którą uosobienie zła różni się w tym spektaklu od anioła, to to, że jego ciało miotane konwulsjami poddaje się każdemu impulsowi; ta dziwna istota biega więc, ciągle szukając podczas, gdy anioł stoi, nie wiedząc nic. Pewność ruchów czarnej postaci jest tak myląca, że zdaje się z pewnością prowadzić może do jakiegoś celu. Tylko, że przed celem staje się potem w pół kroku - i znowu zostaje tylko niewiedza. Czy to przypadek, że jedno z mott szczególnie bliskich tancerzom z Les Passagers, to słowa Nietzchego: "Wiemy, ze niszczenie iluzji nie da nam osiągnąć od razu prawdy, lecz stworzy w nas nowe pola niewiedzy, rozszerzy nasze puste przestrzenie, powiększy pustynie, które mamy w nas samych?" Postacie balansujące na sznurach chwytają się wzajemnie, a potem trzymają się mocno, już po dwie na dwóch bliskich linach. Teraz, bardziej niż w którejkolwiek wcześniejszej chwili, sprawiają wrażenie zawieszonych na końcówkach cieniutkich pasemek przędzy.

© Blanka Sunflower, serwis tańca
* cytat pochodzi z materiałów festiwalowych



główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000