główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

serwis tańca - wolna strefa



II Ogólnopolski Tematyczny Festiwal Tańca i Ruchu PolemiQi
8 czerwca 2002 r., Stołeczny Klub Garnizonowy DWP, Warszawa
wystąpili: Plusminuspeo "Wyłudzony kawałek słońca", Salio Ergo Sum "Kontra?",
Teatr Tańca Dystans DWP "U cioci na imieninach", Teatr Tańca Gessy "Głosy",
Grupa Schody "Gdzie indziej, czyli tam gdzie tego nie ma",
Iwona Strupiechowska "Sto-krotki", Teatrzyk Okazjonalny "Art Cafe"

dla serwisu tańca
spektakle recenzuje Sandra Wilk


To jedyny tematyczny festiwal taneczny w Polsce i - niestety - również jedyny, który nie realizuje swoich tematycznych założeń. Przykro mi to stwierdzić, ale już po raz drugi spektakle prezentowane na Polemikach nie wiele mają wspólnego z zadaną przez organizatorów ideą przewodnią (w zeszłym roku było to pytanie "Mamo dlaczego anioły nie mieszkają na ziemi?" w tym roku stwierdzenie "Nie ma miejsca dla jesieni"). Brak styczności pomiędzy tematem a spektaklami to niestety nie tylko wina w klasyfikacji zespołów do prezentacji ale także i mizeroty polskiego rynku tańca. Zespoły nie potrafią zgromadzić środków finansowych na nowe produkcje, a ich czas produkcyjny jest zbyt wolny, by móc stworzyć choreografię w określonym terminie. W efekcie dostajemy festiwal, który tematycznym nie jest - a szkoda, bo idea jest ciekawa i chętnie można by zobaczyć jacy twórcy potrafią odejść od stereotypowego myślenia.

Fakt, że rynek tańca jest w Polsce mało elastyczny - a więc nie przyjąłby kilkunastu produkcji na ten sam temat w jednym sezonie - sprawia także, że Polemikami zainteresowanych jest niewielu twórców. Na warszawskim festiwalu goszczą więc mniej znane grupy, często jeszcze amatorskie. Ale to może i dobrze - Polemiki stwarzają potrzebne forum dla młodych, oby jednak ci młodzi zdawali sobie sprawę ze swoich niedociągnięć. Na razie to jeszcze nie nastąpiło. Zapewne dlatego rozmawiając po spektaklach z gośćmi festiwalu nauczyłam się nowego pojęcia '"szuwarowanie", które oznacza nabijanie czasu spektaklu bezsensownym chodzeniem lub bieganiem po scenie. Po analizie tego, co widziałam, ze smutkiem stwierdzam, że niemal wszystkie zaproszone zespoły po prostu "szuwarowały".

Tylko dwie choreografie zwróciły moją uwagę - pierwszą był najnowszy spektakl Teatrzyku Okazjonalnego "Art Cafe", drugą solowa praca niezależnej gdańskiej tancerki Iwony Strupiechowskiej "Sto-krotki". Strupiechowska ma dobrą technikę, ciekawe nawet pomysły choreograficzne, choć najwyraźniej troszkę kuleje z utrzymaniem dramaturgii spektaklu. Jej "Sto-krotki" są ładne wizualnie, mają zaskakujący początek, kiedy to tancerka gra do chichotu z głośników - najpierw męskiego, a potem komputerowo przetworzonego. Spektakl jest jednak nieco za długi, a jego trzecia część burzy magię, jaką Strupiechowskiej poprzez niedopowiedzenia udało się stworzyć w pierwszych dwóch partiach. Gdyby nie ta końcówka Iwonie naprawdę należałyby się wielkie brawa. Nie oznacza to jednak, że "Sto-krotki" nie wybijały się z prezentowanych na Polemikach spektakli. Wręcz przeciwnie Strupiechowska dała prztyczka w nos pozostałym tancerzom profesjonalizmem ruchu i ciekawym rozplanowaniem przestrzeni. Aha, i brawa za interpretację spektaklu w kontekście tematu "Nie ma miejsca dla jesieni". Strupiechowska, jako jedyna pokusiła się o zbliżenie do niego znaczenia swojej choreografii: "Z pewnością klimat samego spektaklu nie nawiązuje do starości, ale tematycznie dotyka w jakiś sposób tego aspektu. Wszyscy wracamy do wspomnień, zwłaszcza dobrych i miłych, a w tym powiedzmy "poproduktywnym" wieku znacznie częściej... może dlatego, że czyni to ludzi młodszymi, bardziej radosnymi. Warto przypomnieć, że można cieszyć się z życia, tego co nas otacza, rzeczy prostych, kwitnących kwiatów, dojrzewających owoców... nawet jeśli to życie różnie smakuje".

Z problemem dramaturgii dobrze poradził sobie Teatrzyk Okazjonalny z Sopotu, który prezentował na Polemikach choreografię "Art Cafe" - historię rozgrywającą się w kawiarni z ubiegłego wieku, przy starym patefonie i rzeźbionym stoliczku. Tu rozgrywał się dramat kelnerki i jej klienta - dramat, bo mieliśmy przyjemność widzieć zarówno miłość i gniew, jak i taniec i walkę. Dodatkowo "Art Cafe" jest spektaklem przepięknie przygotowanym stylistycznie - widać, że autorzy zadbali o stworzenie odpowiedniego klimatu - użycie kawiarnianych serwetek rozrzucanych po scenie bardzo przydało całemu mu lekkości i zwiewności, stara muzyka z trzeszczącej płyty wprowadziła nas w zapomniany już dziś świat. Efekt zepsuła nieco scena, w której kelnerka siada na kolanach kawiarnianego gościa i bije go po twarzy - w tańcu współczesnym jest tyle scen przemocy, jakby tylko z nich składało się nasze życie. A przecież konflikty rozwiązywane są między ludźmi nie tylko biciem! Ale to tylko drobiazg, który mam do zarzucenia tancerzom z Sopotu. Spektakl może się podobać - jest wyważony, ciekawy plastycznie, dobrze zatańczony, a przede wszystkim potrafi utrzymać uwagę widza. A o to przecież chodzi.

© Sandra Wilk, serwis tańca



główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000