główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

serwis tańca - wolna strefa



"Canto/Pianto"
"Rapturne To Leon James"
"Groove and Countermove"
Trisha Brown Dance Company (Wielka Brytania)
Teatr Wielki, 24-25 listopada 2000 r., Teatr Wielki, Warszawa

dla serwisu tańca
spektakle recenzuje Sandra Wilk


Trzy występy Trishy Brown w Teatrze Wielkim w Warszawie są już za nami. Podczas dwóch wieczorów w Warszawie zespół Trishy Brown prezentował po trzy choreogreafie: "Canto/Pianto" z 1998 roku, "Rapturne To Leon James" z 2000 roku i "Groove and Countermove" także z 2000 roku. Rozpoczęło się monumentalnie nowoczesną inscenizacją "Orfeusza" Claudio Monteverdiego. Nowe spojrzenie na klasyczną operę w wykonaniu tancerzy Trishy zapierało dech w piersiach. Choć oczywiście realizacja ta dla operowego wyjadacza była co najmniej szokująca. Eurydyka i Orfeusz byli niczym mgła, rozpraszająca się po wszystkich zakamarkach sceny. W wyjątkowo teatralny sposób udało się także zrealizować układy grupowe, zbudowane według prawideł tradycyjnego tańca irlandzkiego, lecz jednocześnie burzącego wszelkie zasady w nim panujące. Tancerze ustawieni w równej linii wyłamywali się z niej bardzo przypadkowo, gwałtownie wykonując nieskoordynowane wręcz ruchy, by pod koniec sekwencji zamknąć przestrzeń idealnie równym kołem. To efekt doskonale opanowanych technik relaksacyjnych, i dlatego też precyzja wykonania owych "etnicznych" scen była godna pozazdroszczenia - bezsprzecznie tancerze Brown potrafią poddać się improwizacji, a jednocześnie nie wyłamywać się z konwencji zaproponowanej przez choreografa.

"Canto/Pianto" jest jednak spektaklem bardzo nierównym. Na szczęście Trisha Brown kocha pracować z elementami abstrakcji, co przy inscenizacji "Orfeusza" okazało się ogromną zaletą. Zgoła odmiennie wypadło to w kolejnym spektaklu "Rapture to Leon James" do muzyki znakomitego jazzmana Dave'a Douglasa. Tu dawka abstrakcji była zbyt wielka i w efekcie otrzymaliśmy choreografię pozbawioną tak mocnej dawki emocji. Taniec utrzymany w stylu charlestona i tańca towarzyskiego lat 30. aż prosił się o wielką improwizację, wczucia się w asynchroniczną muzykę. Tak się jednak nie stało - dziesięciorgu tancerzy nie udało się stworzyć odpowiedniego klimatu (być może to wina ogromnej sceny, którą dysponuje Teatr Wielki), zaintrygować, rozbawić.

Zdecydowanie najlepszym spektaklem wieczoru był "Groove and Countermove". Niezamierzony prztyczek w nos stałej publiczności Teatru Wielkiego - oto na scenie narodowej pojawia się pracownik techniczny demontujący scenografię z "Rapture to Leon James", a zaraz po nim, w zupełnej ciszy, tancerka z przewieszoną przez szyję metalową drabiną. Karkołomny taniec z tym niecodziennym rekwizytem wzbudził niezdrowy szum i komentarze na widowni. I gdy napięcie sięgało zenitu, gdy (nieobyta z tańcem współczesnym, ocierającym się o sztukę współczesną) publiczność wymieniała między sobą uwagi - O co w tym wszystkim chodzi, czy już się zaczęło, czy nie? - zgasły światła i na scenie zaczął się niesamowity taniec, godzien uchylenia czapek z głów. Rozpoczynające scenę tancerki zaczęły jakby od niechcenia, ledwo poruszając się w rytm jazzu, by wraz z kolejnymi frazami rozwinąć skrzydła, wpaść niemal w ekstazę i zatańczyć w duecie scenę, która była motorem dla wszystkich dalszych wydarzeń w "Groove and Countermove". Koncepcja i strona wizualna ostatniego ze spektakli była wprost rewelacyjna, przywołująca na myśl najlepsze instalacje artystów body i video art.

© Sandra Wilk, serwis tańca



główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000