główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

serwis tańca - wolna strefa



"What A Body You Have, Honey"
Eszter Salamon (Węgry/Niemcy)
choreografia: Eszter Salamon
tańczy: Eszter Salamon
11 marca 2005 r., Teatr Mały, Warszawa

dla serwisu tańca
spektakl recenzuje Sandra Wilk


Granice i możliwości ludzkiego ciała wydają się być ograniczone, szczególnie jeśli chodzi o ruch fizyczny. Realista powie - łokieć, kolano wyginają się w jedną stronę, do określonego stopnia i ani milimetra więcej, fantasta chciałby aby ten stan mógł się zmienić. A widz chętnie podda się iluzji, że marzenia fantasty są możliwe.

Eszter Salamon wykorzystała w "What A Body You Have, Honey" ów temat pragnienia przekraczania fizycznych możliwości. Ideą spektaklu było zatarcie granic ciała - tancerka poruszając się w białym puchowym kostiumie po jasnej, jednolicie oświetlonej, scenie chowała za nim swoją płeć i jej tożsamość społeczno-kulturową (gender), kształt sylwetki, swój przód i tył. Postawiła widza tańca w nietypowej sytuacji - z niezaspokojoną potrzebą obejrzenia ciała tancerza i dynamicznego ruchu. W zamian publiczność otrzymała bezkształtnego, powolnego stwora, którego członki zmieniały położenie we wszystkich kierunkach, jakby nie podlegały siłom ciążenia i ograniczeń stawów. Stwór żył na scenie w swoim własnym czasie, ociemniały, bez czucia, niemal pozbawiony życia. A jednak pod kostiumem przecież ktoś był, oddychał, napinał mięśnie.

Kiedy już wyglądało na to, że ciekawość odbiorców nie zostanie zaspokojona, kostium opadł - początkowo Salamon skryta była pod kołdrą, która nadymała się i kurczyła poruszana ciałem tancerki, ale gdy wreszcie zobaczyliśmy ją w pełnej krasie... Wówczas stało się jasne, że artystka nie wyjdzie ze swojej roli i nadal łamać będzie stereotypowe oczekiwania. Przód nadal był tyłem, a tył przodem. Peruka skrywała zarówno tył głowy jak i całą twarz, a tancerka ustawiała się do nas w typowych malarskich pozach znanych z kobiecych aktów raz skrywając nieistniejące łono, raz zasłaniając piersi "stworzone" z wystających łopatek. I mimo, że przez większość spektaklu jej ciało było od nas odwrócone, w naszych umysłach widzieliśmy je an face.

Koncepcja spektaklu jest bardzo klarowna, jednak w warstwie dramaturgicznej choreografia posiada zbyt wiele słabości. Zbyt dużo scen jest tu jedynie etapami przejściowymi, których "technicznego przeznaczenia" domyślić się może każdy. Z tego powodu fascynujące obrazy jakie tworzyła niezwykle giętka i wygimnastykowana tancerka - tonęły po prostu w wielkiej nudzie. Po części było to związane z faktem, że Eszter Salamon w swym kostiumie była niemal całkowicie pozbawiona kontaktu z otoczeniem. Gruba powłoka zabrała jej zarówno czucie powierzchni i przestrzeni jak i dostęp do światła. Salamon poruszała się we własnym świecie, w niedostępnym dla widza własnym czasie. W chwilach, gdy Eszter zatopiona była w ciemności wnętrza kostiumu, publiczność obserwowała ją w zalewającym scenę białym świetle.

Niestety warunki iluzji nie zostały spełnione. Deana Koontz pisał: "Jeśli my iluzjoniści i pisarze wykonamy dobrze nasze zadania, większość widzów lub czytelników dojdzie do przekonania, że to, co widzieli lub czytali było rzeczywistością, niezależnie od tego, jak bardzo niemożliwe mogłoby się to wydawać. Na jednym poziomie pozostaną oni wyrafinowani, by obserwować nasze poczynania z pewnego rodzaju rezerwą, ale gdzieś w głębszych warstwach świadomości staną się łatwowierni jak dzieci". Idąc za jego słowami bez trudu zobaczymy, że Salamon w "What A Body You Have, Honey" nie sprostała wyzwaniu dobrego wykonania swojego pomysłu.

© Sandra Wilk, serwis tańca

Cytat pochodzi z tekstu "Iluzja prawda i cała ta reszta" Deana Koontza
opublikowanego w "Opowieściach niesamowitych" przez wyd. Rebis, 1997 r.



główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000