główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

serwis tańca - wolna strefa



"Körper"
Sasha Waltz & Guests (Niemcy)
reżyseria i choreografia: Sasha Waltz
muzyka: Hans Peter Kuhn
dekoracje: Thomas Schenk, Heike Schuppelius, Sasha Waltz, kostiumy: Bernd Skodzig, reżyseria świateł: Valentin Gallé, Martin Hauk, koprodukcja: Théâtre de la Ville (Paryż), premiera: Schaubühne am Lehniner Platz, Berlin, 2000 r.
występują: Davide Camplani, Lisa Densem, Juan Kruz Diaz de Garaio Esnaola, Luc Dunberry, Clémentine Deluy, Nicola Mascia, Grayson Millwood, Michal Mualem, Virgis Puodziunas, Claudia de Serpa Soares, Xuan Shi, Takako Suzuki, Laurie Young, Sigal Zouk-Harder
polska premiera
4 czerwca 2005 r.
Teatr Wielki - Opera Narodowa, Warszawa
w ramach Miedzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego ciało_umysł
czas: 90 minut

dla serwisu tańca
spektakl recenzuje Aleksandra Rudalska


Sasha Waltz w swoich artystycznych poszukiwaniach odwołuje się do tradycji, w której najważniejszy był człowiek i to co w nim niepoznane. (...) Dlatego jej taniec jest walką, napięciem, ekspresją, intuicją. Poprzez kontrast wydobywa istotę "rzeczy". Bo przecież: "naśladować człowieka - to jeszcze nie wystarczy, aby człowieka pokazać" [Paul Kornfeld]

***

Ascetyczna scenografia. Pusta, szara przestrzeń z jedną ciemną ścianą ustawioną pośrodku. Będzie ona murem, swoistym passe-partout, tablicą, kulisą, "stokiem-zjeżdżalnią", aż wreszcie zamieni się z hukiem w platformę, parkiet, fundament... W tej przestrzeni istnieć mogą tylko "Körper" ("Ciała"). Ciała aseksualne, ciała przezroczyste, ciała poza kategorią estetyczną. Bo ciało jest tu i treścią i formą.

Już w pierwszej scenie tancerze wydobywają swą fizyczność poprzez zderzenie z obcą im materią (każdy ruch to dźwięk uderzającego o podłogę ciała), by potem w przerysowany i schematyczny sposób określić granicę między naturą a technologią. Gdy znikają w ciemnościach, ich ciała są zależne od siebie, wplątane, ruchliwe, skończenie dopasowane. Zdają się być nowym tworem, choć przypominają bardziej mechanizm, niż "układankę" z postaci.
Kolejna sekwencja jest najczęściej "cytowanym" fragmentem tego przedstawienia. To żywy obraz, stworzony jakby na podobieństwo "Sądu Ostatecznego" Memlinga. Jednak trudno nie widzieć w nim więcej - wszystkich sądów nad ciałem i umysłem wpisanych w kontekst historyczny, religijny, kulturowy. Od płonących stosów po komory gazowe...

W kwadratowej niszy ściany skąpanej w ciepłej, złotej poświacie pojawiają się prawie nagie ciała. Wydobywają się pomału, niepewnie z ciemnego passe-partout. A może przybywają z przestrzeni, w której trwa jedynie pamięć...? Przychodzą tylko na chwilę, wypełniając cały obraz. Są wszędzie: na górze, po bokach, depczą tych, co pod nimi. Jak w somnambulicznym tańcu, spowolnionym do granic wytrzymałości mięśni, ślepo podążają przed siebie, gdziekolwiek by to było. Marionetki? Wspomnienia? Cienie?
I wreszcie ciało zaczyna mówić nie tylko ruchem ale i głosem. Przekazuje informacje o swej wartości: fizycznej - określonej w centymetrach czy kilogramach i materialnej - wyznaczonej przez umowne ceny wewnętrznych narządów. Za chwilę też rozpocznie się "Lekcja anatomii według Sashy Waltz". Dwie kobiety oznaczają wzajemnie swoje ciała, jakby przygotowywały pole do operacji i natychmiast nakleją na nie ceny poszczególnych narządów. Obok ciało mężczyzny poddawane jest medycznym eksperymentom. Można z niego bezlitośnie wydobyć wszystko, nawet serce.

Jesteśmy w laboratorium ciała. Bez skojarzeń z mistrzostwem prestidigitatorów, czy surrealistycznej wyobraźni Salvadora Dali, przybliżamy się do iluzji. Cały czas mamy jednak świadomość tego, że pozostajemy w świecie naukowych poszukiwań, genetycznych badań, odkryć zmieniających niemożliwe w możliwe. Do laboratorium Waltz wkraczają zadziwiające postacie-hybrydy. Twarz, tułów - kobiety. Nogi - mężczyzny i w dodatku ustawione odwrotnie, tyłem (wizualny efekt "przekręcenia" połowy ciała o 180 stopni). Nieproporcjonalne chimery o dwóch głowach; wieloręka postać, wyglądająca niczym ośmioręka boigini Parvati, która układa w powietrzu stos białych talerzyków. Jak delikatne, drżące, kruche kręgi. Słup kręgów. Kręgosłup...

Sasha Waltz snuje dalej swą afabularną opowieść. Zapełnia scenę "tłumem", w którym każdy zajęty jest tylko sobą i powiela "już gdzieś widziane" zachowania, triki, reakcje. Rytm przyspiesza, hałas się wzmaga. A potem - cisza, ciemność i kolejny raz światło wydobywa postacie ustawione w szeregu. Stają się precyzyjnym narzędziem (jakby sterowanym za pomocą komputera), które wykreśla sobą przestrzeń. Oto architektura ciała wpisana w pejzaż.
Nie wiemy, co będzie za chwilę. Jesteśmy bezwolni, zahipnotyzowani. Prowadzeni przez obrazy pełne znaczeń. Niedopowiedziane, otwarte, wieloznaczne, czasem zadziwiające i tajemnicze jak sny.

Waltz pokazuje świat z "fizyczno-centrycznej" perspektywy. Przypomina spojrzenie badacza, który w sterylnej przestrzeni obserwuje materię, z której się składamy. A obok równolegle istnieje mechaniczny, industrialny świat dźwięków - muzyka współczesności. "Körper" oznacza ciało lub ciała. I ten właśnie dualizm wskazuje nam choreograf, bo w odmienności innych ciał odnajdujemy własne, a poprzez swoje ciało jesteśmy świadomi fizyczności innych.

Na scenie na kilkadziesiąt sekund zapadają ciemności. Cisza, zawieszenie, oczekiwanie. Czy to już na pewno koniec?
Dla mnie właśnie ten moment był najbardziej magicznym teatralnym przeżyciem. Oto czas podarowany. Czas, aby usłyszeć siebie, poczuć swoje ciało. Czas przebudzenia. Sasha Waltz powiedziała: "For me, dance is like a dream". Dziwny ten sen...

© Aleksandra Rudalska, serwis tańca
foto: Jarosław Cieślikowski
publikacja za zgodą Jarosława Cieślikowskiego



główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000