główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

serwis tańca - wolna strefa



"Anna Karenina", "Bracia Karamazow", "Czerwona Giselle"
Sanktpetersburski Teatr Baletu Borisa Ejfmana
10-14 września 2005 r., Teatr Wielki - Opera Narodowa, Warszawa

dla serwisu tańca
spektakl recenzuje Maria Górska

Jestem zachwycona, oczarowana i wzruszona. "Czerwona Giselle" Borysa Ejfmana po raz kolejny nie pozostawiła mnie obojętną na swe losy. Niestety, kilka dni wcześniej Annie Kareninie ta sztuka się nie udała...

Temat nowego baletu Ejfmana wydaje się stworzony dla tego choreografa. Wielkie namiętności, dramat, konflikt prowadzący do tragicznego finału... Oraz oczywiście wspaniała literatura, która potrafi zainspirować choreografa do stworzenia dzieł na miarę "Braci Karamazow" (także pokazanych w Warszawie podczas tournee Sanktpetersburskiego Teatru Baletu Borisa Ejfmana). Tyle że przez większą część spektaklu trudno było mi pojąć, w czym tkwi problem, i dlaczego tancerze wykonują tak zamaszyste ruchy. Znajomość książki Tołstoja i pobieżna lektura programu dawały pojęcie o warstwie fabularnej akcji toczącej się na scenie, ale wciąż nie czułam głębi dramatu. Widziałam tylko uproszczoną (z baletowej konieczności) akcję, piękne i mniej piękne ruchy taneczne, które niczego nie przekazywały, i już zaczynałam się niepokoić, że straciłam wrażliwość na Ejfmanowską estetykę tańca.

Na szczęście jeszcze tego samego wieczoru okazało się, że nie mam racji. Odetchnęłam z ulgą, gdy końcowa część przedstawienia obudziła mnie, zachwyciła i przypomniała, w czym tkwi siła baletu i na jakich polach może on wygrywać z największymi epickimi dziełami. Bo choć balet polegnie konkurując z literaturą w opowiadaniu historii wprost, to jest nieoceniony, gdy ruchem można powiedzieć więcej niż słowami, gdy dopowiada się nim znaczenia między słowami ukryte. Bywa też większym niż literatura mistrzem sugestii. I tak też było w scenie z pociągiem, gdy odpowiedni podkład muzyczny i prosty pomysł choreograficzny (oczywiście, te najprostsze rozwiązania najtrudniej wymyślić...) wyjaśniły wszystko i stały się wymarzonym tłem do sceny finałowej.

Równie efektownie wypadła wcześniejsza scena opiumowych halucynacji Anny - tu także muzyka i mistrzowsko rozegrana scena zbiorowa poruszały. Ejfman ma znakomity corps de ballet i potrafi wykorzystać ten atut, komponując niełatwe układy dla grupy, z której każdy wydaje się obiecującym materiałem na solistę. W scenie halucynacji doskonałą technikę uzupełniał sens sceny tanecznej. Ale z kolei inna scena zbiorowa - walc w I akcie - budziła nieustanne pytanie: dlaczego? I nie było to głębokie pytanie egzystencjalne, a raczej dramat widza walczącego ze znużeniem. Kompozycje ruchów rodem z łyżwiarstwa figurowego nasuwały chwilami skojarzenie z wczesnymi pracami Jiriego Kyliana. Gdyby Kylian był bardziej klasykiem niż neoklasykiem, pewnie popełniłby coś w tym rodzaju jakieś 20 lat temu.

I tak "Anna Karenina" Ejfmana po raz kolejny potwierdziła starą prawdę, że dzieła sztuki nie powstają według ustalonego z góry przepisu, że nie wystarczy złożyć w całość kilku określonych elementów znakomitych w swoim gatunku, aby otrzymać coś, co przetrwa i będzie zachwycać ukrytymi znaczeniami i urokiem. Do wielkości niezbędna jest jeszcze wartość dodana, która pozwoli widzieć kompozycję choreografa jako całość. Tymczasem w "Annie Kareninie" zachwycił mnie kunszt tancerzy i końcowe partie przedstawienia. A jak na Ejfmana, to zdecydowanie za mało.
Maria Górska

© Maria Górska, serwis tańca
foto: materiały promocyjne: "Bracia Karamazow"
Sankt Petersburski Teatr Baletu Borisa Ejfmana



główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000