główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

wolna strefa - serwis tańca



"Zéro dégrées"
Akram Khan (Akram Khan Dance Company)
Sidi Larbi Cherkaoui (Ballets C. de la B.)
choreografia i wykonanie: Akram Khan, Sidi Larbi Cherkaoui
2005

choreografia i wykonanie: Akram Khan, Sidi Larbi Cherkaoui, dramaturgia: Guy Cools, muzyka: Nittin Sawhney, wykonanie muzyczne: Tim Blake, Coordt Linke, Faheem Mazahr, Alies Chrisitna Sluiter, rzeźba: Antony Gormley, światło: Mikki Kunttu, kostiumy: Kei Ito
Recenzowany pokaz odbył się w 2005 roku.

dla serwisu tańca
spektakl recenzuje Joanna Szymajda

Ultima Vez, fot. Jean-Pierre StoopMiędzykulturowość należy niewątpliwie do jednych z najbardziej obecnie dyskutowanych pojęć. Nie tylko na płaszczyźnie politycznej, gdzie funkcjonuje jako desygnat wszelkich możliwych problemów i konfliktów wielokulturowych społeczności, ale też na obszarze sociologii, psychologii czy sztuk pięknych, eksplorujących naturę tego pojęcia i jej rozległe implikacje do współczesnego świata.

W "Zéro dégrées" - odnowionej choreografii, której premiera miała miejsce w 2005 roku - międzykulturowość, tożsamość i dziedzictwo kulturowe oraz relacja Ja - Inny stanowią ideologiczne podłoże struktury spektaklu. "Zéro dégrées" może być bardzo różnie interpretowane, to pojęcie odnosi się do stanu, w którym pewna jakość osiąga swoją esencję, inaczej mówiąc to stan "czystego bytu". Jeżeli zerkniemy teraz w stronę historii tańca współczesnego, zéro dégrées pojawi się jako punkt zero tańca, który oznaczałby ten upragniony przez postmodernistów "czysty taniec".

Tymczasem Cherkaoui nigdy nie udawał, że jego taniec jest czysty, wręcz przeciwnie, zawsze podkreślał teatralność swoich choreografii i nie stronił od inspirowania się własną, taneczną biografią, czy też doświadczeniami z życia imigranta. Akram Khan z kolei czerpie swoje inspiracje z tradycyjnego tańca indyjskiego kathak, którego jest adeptem, i który jest równie daleki od czystego tańca, jak teatralizowane spektakle Cherkaouiego. Dlaczego więc zéro dégrées? Odpowiedź zdaje się kryć w przewodnim motywie narracyjnym tego duetu opartego na autentycznej przygodzie, która przydarzyła się Khanowi na przejściu granicznym między Bangladeszem a Indiami. Jest to opowieść o sile władzy mundru, słabości jednostki wobec narzuconych norm, figuratywnym znaczeniu jakie nadajemy kartkom papieru (paszport) w konstruowaniu (i udowadnianiu) naszej tożsamości. Zéro dégrées oznacza właśnie tę przestrzeń "pomiędzy". Już nie tu, ale jeszcze nie tam. Pomiędzy Bangladeszem a Indiami, przejście graniczne oznaczające punkt zero tożsamości narodowej.

Międzykulturowa wymiana w tym spektaklu przebiega na kilku poziomach, po pierwsze na poziomie narracyjnym, ewokującym problem rasizmu i kulturowych konfliktów. Następnie na poziomie techniki tanecznej, gdzie mieszają się, w wyjątkowo harmonijny sposób, stepowanie z jogą, technikami współczesnymi (w tym autorski pomysły sekwencji insiprowanych kung-fu Bruce'a Lee) i tradycyjnym tańcem indyjskim. Również w samym procesie kreacji, który był nieustającą wymianą między belgijskim choreografem pochodzącym z mieszanej francusko-marokańskiej rodziny, który ma na swoim koncie udziały w telewizyjnych show czy musicalach na Brodwayu, oraz Akramem Khanem - Brytyjczykiem bangladeskiego pochodzenia i praktykującym tradycyjny taniec indyjski. Wreszcie sam spektakl, w którym wymiana dokonuje się na granicy sztuk: tańca, muzyki (w doskonałej aranżacji Nittiego Sawhneya) i rzeźby, oraz na granicy scena - widownia, na której cały ten melanż filtruje się przez kulturowo nieobojętne synapsy w mózgu widza.

W minimalistycznie zaaranżowanej przestrzeni scenicznej duet zaczyna się właściwie od "podwójnego monologu", wspartego charakterystyczną dla Cherakouiego techniką "powtórzenia" gestycznego akcji mówionej. Aktorzy - tancerze wypowiadają jednocześnie ten sam, dość długi tekst, z identyczną stopą rytmiczną i akcentowaniem, dokładając do tego bogatą i bardzo ekspresyjną gestykę - można powiedzieć bez przesady, że "tańczą" rytm i historię słów.

Dalsza część spektaklu to przeplatane sekwencje mówiono-tańczone, śpiewano-tańczone i po prostu tańczone, przy akompaniamencie muzyki na żywo, obecnej "fizycznie" w przestrzeni scenicznej równie silnie jak ciała tancerzy. Sposób w jaki ze sobą współistnieją na scenie Khan i Cherkaoui powoduje, że mamy wrażenie oglądania duetu idealnego, bez najmniejszego efektu niedopasownia, zgrzytu czy braku harmonii, chociaż należałoby raczej powiedzieć kwartetu idealnego. Na scenie, poza żywymi tancerzami obecne są bowiem przez cały czas trwania spektaklu dwa mankeniny. Nie są to bynajmniej sklepowe sztuczne lalki, ale dwie autentyczne rzeźby - silikonowe odlewy, które brytyjski artysta Antony Gormley wykonał specjalnie na potrzeby spektaklu. Manekiny, pozbawione nabytych kulturowo nawyków cielesnych, pozbawione jakichkolwiek możliwości utożsamienia się z czym/kimkolwiek i będąc idealnym odlewem formy żywych ciał Cherakouiego i Khana są kolejna iknarnacją tytułowego zéro dégrées: ciała jako punktu zero kultury. W ten sposób stają się również doskonałymi partnerami do tańca, do dialogu Ja - Inny, gdzie Inny to Ja odbity w doskonałym lustrze.

Obok całej intelektualnej i ideologicznie zaangażowanej strony tego spektaklu pozostaje jeszcze ta bardziej hedonistyczna dla miłośników tańca. Czysta przyjemność oglądania dwóch doskonałych tancerzy, angażujących swoje ciała do opowiadania historii często okrutnych, mówiących o stanach człowieka tragicznych z punktu widzenia etyki, nie bombardując przy tym widza komunikatem "ty też jesteś winny". To raczej zaproszenie do refleksji nad kondycją współczesnych społeczeństw wielokulturowych, nad istotą władzy i naszą rolą w społeczeństwie. Manekin/sobowtór - to odbicie tego, jak nas widzą inni, ale i urzeczywistienie pojęcia alter-ego, a tym samym narzędzie służące spojrzeniu - dosłownie - na samego siebie. Międzykulturowość, jaką prezentuje tutaj Cherkaoui nie jest z pewnością rozumiana jako stan rzeczy, ale jako bardzo dynamiczny proces, który realizuje się na wielu poziomach, często bez udziału świadomości.

W spektaklach Cherkaouiego zawsze zaskakuje mnie jedna rzecz: doskonała jedność ruch-głos jaką potrafi uzyskać bez względu na charakter śpiewu czy parole, oraz płynność, z jaką przechodzi od jednej techniki do drugiej, zawsze znajdując wspólną dla nich płaszczyznę, na której niespostrzeżenie ciało przeistacza się w obiekt, figura jogi zamienia się w hip-hopowy piruet, a stepowanie w nasycony symboliką krok indyjskiego tańca tradycyjnego.

"Zéro dégrées" nie odbiega od tej reguły, a współpraca Cherkaouiego i Akrama Khana tylko dodała świetności technice tanecznej. "Zéro dégrées" jest również meta-komentarzem do samego procesu kreacyjnego, wymagającego od obu twórców "wyjścia od zera", pozbycia się naleciałości i nawyków pracy indywidualnej, aby móc stworzyć prawdziwy duet. Manekin-rzeźba, Ja-Inny nie mówi, nie porusza się, z założenia nie tańczy. Ale Cherakoui i Khan nawet w nieożywionym potrafili znaleźć potencjał ruchu i stworzyć nie tak zupełnie sztuczny kwartet ze swoimi silikonowymi alter-ego.
Nie dziwi fakt długich oklasków na stojąco dla "punktu zero".

© Joanna Szymajda

© Joanna Szymajda, serwis tańca
foto: spektakl "Zéro dégrées"
autor: Tristam Kenton
publikacja za zgodą zespołu



główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000