główna     serwis tańca     wszystkie teksty

wolna strefa - serwis tańca



Międzynarodowe laboratorium dla choreografów
"co-OPERACJA"
10-22 kwietnia 2006 r., Nadbałtyckie Centrum Kultury, Gdańsk
wrzesień 2006 r. - Szwajcaria, grudzień 2006 r. - Francja

dla serwisu tańca
tekst publikuje Sandra Wilk


Międzynarodowe laboratorium dla choreografów "co-OPERACJA" jest jednym z pierwszych projektów tanecznych w Polsce, którego zadaniem jest czynna wymiana doświadczeń choreografów z różnych kultur i regionów. Co ciekawe zadaniem laboratorium nie jest stworzenie produktu - spektaklu tanecznego, lecz praca nad nowymi metodami ekspresji ruchu. Przez dwa tygodnie 8 choreografów z Polski, Francji i Szwajcarii (Leszek Bzdyl, Katarzyna Chmielewska, Anna Steller, Magdalena Jędra, Emmanuelle Vo-Dinh, Alban Richard, Laurence Yadi, Nicolas Cantillon) wymieniało się doświadczeniami, stylami pracy z ciałem, pomysłami na odkrywanie nowych możliwości prezentacji ruchu na scenie. A więc najważniejszym w "co-OPERACJI" była tzw. praca w procesie, a więc działania poprzedzające proces stworzenia konkretnej pracy. A to dopiero początek doświadczeń, bo w planach jest jeszcze kontynuowanie prac we Francji i Szwajcarii.

Kierunek Zachód
Jak do tej pory w Polsce nie realizowano tego typu projektów, a jeśli już mieliśmy do czynienia z podobną inicjatywą to nigdy nie odbywała się ona na taką skalę. W 2000 roku realizowano warsztatowo-prezentacyjny festiwal "Dworzec Centralny" w Lublinie, na którym jednak nie było pełnej swobody pracy w zespole i projekt ten skupił się przede wszystkim na prezentacjach scenicznych kilkunastu teatrów oraz zamkniętych warsztatach ruchowych dla choreografów. "Dworzec Centralny" stworzony przez Onno Stokvisa z Theatre Institute Netherlands (Holandia) zakładał jednak z góry istnienie lidera grupy warsztatowej, a jego uczestnicy mieli narzuconą metodę pracy. Podobne projekty opierające się na schemacie lider-choreografowie odbywały się m.in. na Śląsku i w Trójmieście (projekty edukacyjno-performatywne w Śląskim Teatrze Tańca, czy regularne edycje Bałtyckiego Uniwersytetu Tańca, których efektem było tworzenie spektakli polskich tancerzy w choreografii zagranicznych twórców - np. "Papugaj" w choreografii Tatiany Baganowej czy "Wewnątrz ciała" Avi Kaisera). Nigdy jednak nie przekroczyły one etapu przepływu informacji o pracy z ciałem w jedną stronę.

Za wstęp do "co-OPERACJI" uznać można jedynie projekt w Jagniątkowie, realizowany w 2005 roku przez tego samego kuratora tańca - Edytę Kozak. Interdyscyplinarne laboratorium dla choreografów: Jagniątków - Move the Mount objęło pracę twórców z różnych dziedzin sztuki z Polski i Niemiec. A jego zadaniem było m.in. zacieranie różnic pomiędzy tańcem współczesnym a innymi sztukami wizualnymi.

Powstała w 2006 roku "co-OPERACJA" skupiła się na tańcu współczesnym i jego możliwościach, także tych wykraczających poza taniec (praca z improwizowaną muzyką, multimediami). Projekt realizowany jest przez Nadbałtyckie Centrum Kultury w Gdańsku wraz z Ambasadą Francji, Instytutem Francuskim, Szwajcarską Fundacją dla Kultury Pro Helvetia i Instytutem Adama Mickiewicza, we współpracy z Centre National de la Danse i Association pour la Danse Contemporaine. W jego ramach przewidywane są trzy dwutygodniowe serie pracy choreografów w Polsce, Szwajcarii i Francji.

Praca w Polsce trwała od 10 do 22 kwietnia 2006 roku w Operze Bałtyckiej (sala prób) i Nadbałtyckim Centrum Kultury (sala prezentacji) i zakończyła się otwartymi pokazami ruchu, prezentacjami multimedialnymi dotychczasowych spektakli jej uczestników i dyskusjami o samym projekcie.
Nie wszystkie choreografie, nad którymi pracowali choreografowie zostały pokazane publiczności. Ten, kto podjął decyzję o doborze prezentowanych efektów prac warsztatowych znów postawił świetnych polskich tancerzy w pozycji uniżonej wobec tancerzy z Zachodu. Przesłanie takiego doboru przebija się niestety także na większości polskich festiwali - nie pokazujemy Polaków, którzy tworzą choreografię dla tancerzy zagranicznych. Tancerz z zagranicy zawsze występuje w pozycji "mesjasza", nauczyciela Polaka. Szkoda, bo zaproszeni do "co-OPERACJI" choreografowie to jedni z najbardziej znanych w Polsce twórców tańca współczesnego (głównie Leszek Bzdyl i Katarzyna Chmielewska z najważniejszego w Polsce nieinstytucjonalnego tanecznego teatru Dada von Bzdülöw) i stawianie ich w drugiej linii jest nie na miejscu. Ale do rzeczy - widzieliśmy kilka naprawdę ciekawych prezentacji.

Przed sceną
Leszek Bzdyl wraz z Nicholasem Cantillonem ze Szwajcarii pracowali z frazą pantomimiczną. To z pewnością było nowe doświadczenie dla Cantillona. Bzdyl jest przecież nie tylko tancerzem ale i przez wiele lat pracował przecież we Wrocławskim Teatrze Pantomimy Henryka Tomaszewskiego. - Wybraliśmy jedną konkretną frazę mimiczną, którą rozłożyliśmy na części pierwsze. Później każdy z nas pracował na tych częściach zmieniając jej konotację i wyraz w tańcu - mówił Nicolas Cantillon przed prezentacją.

I rzeczywiście pokaz był niejednoznaczny. Elementy zostały złożone w całość, ale już w formie tanecznej. Stworzyły jedną pracę, ale nie do końca spójną, bo jakby składającą się z pasujących do siebie, ale różnokolorowych puzzli, które można wyodrębnić z układanki i oglądać osobno, poza kontekstem. Dzięki charakterystycznym elementom tancerzom udało się nawet wykreować w laboratoryjnej, niedoświetlonej przestrzeni Sali Mieszczańskiej Nadbałtyckiego Centrum Kultury sceniczne postaci. Bohaterowie wchodzili ze sobą w wyraźną interakcję, jakby uwięzieni zostali w przestrzeni zamkniętego domu. Wykonywali dziwne ruchy, zwykłe lub śmieszne, które po części wychodziły z codzienności (bo przecież ruch w pantomimie jest niezwykle dosłowny), ale kojarzyć się mogły w rozmaity sposób. Każdemu inaczej. Dzwonienie do drzwi może być przecież równie dobrze włączaniem guzika w windzie. A ruch odpowiedzialny za płacenie papierowymi pieniędzmi jest taki sam jaki towarzyszy np. rozdawaniu kart.

Katarzyna Chmielewska pokazała jak dobrą można mieć pamięć ruchową. Każdy z choreografów stworzył na bazie jej oryginalnego solo ze spektaklu "Eden" własną choreografię. Chmielewska przed widzami prezentowała więc oryginał i 6 autorskich interpretacji. To było ciekawe doświadczenie. Znaliśmy wspólny szkielet określonego układu i dostaliśmy do niego dziesiątki możliwości jego zmian. Od wersji baletowej do... kosmicznej.

Nad fragmentem "Edenu" pracowała także Anna Steller z Emmanuelle Vo-Dinh z Francji. Obie choreografki zdecydowały się na pokazanie solowego fragmentu tego spektaklu od przodu i od tyłu. Otrzymały efekt cofania się wcześniej nagranej taśmy. To nie było łatwe zadanie - Steller musiała zapewne zburzyć zupełnie wkodowany wcześniej ruch i stworzyć go od nowa, łamiąc wcześniejsze przyzwyczajenia i metody pracy.

Pomiędzy większością tancerzy stworzyła się więź porozumienia, przynajmniej jeśli chodzi o wymienione wyżej prace w duecie. Bo w pracy grupowej choreografom nie udało się wypracować pełnego porozumienia, szczególnie we współpracy ze stroną francuską. Alban Richard stwierdził, że nie radzi sobie z nową dla niego sytuacją, kiedy jego propozycje są tak mocno krytykowane podczas wspólnej pracy. Określił jako trudną pracę z tancerzami o których niewiele wie, nie zna ich możliwości technicznych, metod pracy i sposobów dyskusji o pewnych kontrowersyjnych pomysłach. Zarówno Richard, jak i Vo-Dinh nie byli pewni, w którą stronę zmierza cały projekt i czy pozwoli na wzajemny rozwój wszystkich stron. Nie wiadomo więc, czy strona francuska nie wycofa się z dalszej części projektu.

Ale nawet gdy tak się stanie nie można i nie wolno traktować ewentualnej decyzji wycofania się tych choreografów z "co-OPERACJI" jako klęski projektu. Pamiętajmy bowiem, że mimo braku nacisku na efekt finalny, czyli na powstanie nowego spektaklu, postępy prac europejskich twórców mają zostać pokazane podczas międzynarodowego festiwalu "La Batie" w Genewie. Jeśli więc nie byłoby pełnego porozumienia pomiędzy twórcami, pokaz taki nie mógłby nieść ze sobą wysokiej wartości artystycznej, a emocje w nim kreowane nie byłyby prawdziwe dla widzów. Przecież nie ma niczego gorszego niż bijący ze sceny fałsz, czy niezadowolenie twórcy, który nie identyfikuje się ze swoją sztuką.

Czy otworzymy drzwi?
Jedno jest pewne "co-OPERACJA" z pewnością posłuży tancerzom w rozszerzeniu ich horyzontów i wyobraźni w szukaniu własnego ruchu. Ale jednym z celów projektu miała być też aktywizacja polskich instytucji władnych w dofinansowywaniu projektów tanecznych. Oceniając poziom promocji, technicznej realizacji, a przede wszystkim braku zainteresowania projektem władz miasta Gdańsk na razie nie można wróżyć projektowi na tym polu większego sukcesu w Polsce. Chyba, że sytuacja się zmieni przy tworzeniu kolejnych etapów "co-OPERACJI". A efekty finalne zostaną ponownie pokazane w Polsce. Opór instytucji publicznych wobec tańca jest tak silny, że same pokazy czy międzynarodowe projekty warsztatowe nie wystarczają na złamanie muru obojętności. Do tego trzeba stworzyć wielkie, specjalnie przygotowane, konferencje edukacyjno-naukowe połączone z pokazami teatralnymi, które uaktywniłyby wyobraźnię polskich władz. Pokazałyby jakie korzyści wypływają z promocji tańca dla konkretnego miasta, które taniec dofinansuje. I w ogóle przełamanie w urzędnikach niechęci do tańca współczesnego - cały czas traktowanego w Polsce jako gorszą córkę baletu. Jedynie "namacalne" udowodnienie, że taniec współczesny niesie ze sobą wielkie przedsięwzięcia, zakrojone na dużą skalę - np. rozbudowane tournee, które nie tylko promuje danych wykonawców ale i finansujące je miasto, z biegiem lat będą mogły zmienić sytuację, z jaką w Polsce mamy do czynienia.

Być może "co-OPERACJA" - w przyszłości - ma szansę stać się jednym z elementów budowy późniejszych wydarzeń tanecznych o dużej skali, które mogłyby się w Polsce odbywać. Nadzieją może być przykład polskiego rynku filmowego przez lata traktowanego na Zachodzie jako egzotyczny. Polska jawiła się zachodnim twórcom jako kraj, w którym nie można porozumieć się w języku angielskim, a zdobycie taśmy filmowej graniczy z cudem. Dziś o kręceniu filmów w Polsce czy o zbudowaniu tu swojego studia zabiegają najznamienitsi światowi twórcy. Wśród nich znalazł się m.in. amerykański reżyser David Lynch, twórca takich filmów jak "Blue Velvet", "Dzikość serca", "Mulholland Drive" czy serialu "Miasteczko Twin Peaks", który chce stworzyć w Łodzi swoje studio filmowe. Tego trzeba życzyć także całemu rynkowi polskich teatrom tańca.
Sandra Wilk

© Sandra Wilk, serwis tańca
foto: Sandra Piretti, na zdjęciu 7273
collage foto: serwis tańca


główna     serwis tańca     wszystkie teksty



odkryć strony od 20.10.2000