główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

serwis tańca - wolna strefa



"Pinokio"
Sanktpetersburski Teatr Baletu Borisa Ejfmana
25, 26 czerwca 2002 r., Teatr Wielki, Warszawa

dla serwisu tańca
spektakl recenzuje Maria Górska


Dlaczego akurat w czerwcu 2002 roku Boris Ejfman postanowił po raz pierwszy zaprezentować warszawskiej publiczności "Pinokia" - spektakl baletowy powstały 13 lat temu? Barwny, efektowny "Pinokio" od 1989 roku zdążył wypłowieć i pokryć się warstewką kurzu. Powstałe po nim (i oglądane już parokrotnie podczas polskich tournees baletu Ejmana) "Czajkowski", "Bracia Karamazow" czy "Czerwona Giselle" bardzo podwyższyły wymagania widzów. Te wspaniałe przedstawienia budziły wielkie emocje, korzystały z bogatszych, uniwersalnych metafor, a także choreograficznie były ciekawsze, prezentując dojrzalszy styl Ejfmana. I choć publiczność tym razem jak zwykle nagrodziła Rosjan owacją na stojąco, to pozostał niedosyt.

Być może, gdyby pokazać "Pinokia" podczas niedawnych grudniowych występów baletu z Sankt Petersburga, to wrażenie byłoby korzystniejsze. Wszak spektakl ten to bajka, znakomita dla dzieci, które mogą być już nieco znużone corocznym odświeżaniem świątecznego pewniaka - "Dziadka do orzechów". A nawet jeśli lubią oglądać "Dziadka" w nieskończoność, to takie urozmaicenie na pewno by je ucieszyło. Tymczasem "Pinokia" zaprezentowano w czerwcu, nie rozgłaszając wcześniej, że to świetne przedstawienie dla dzieci. Tak więc na widowni znalazło się niewielu młodych widzów, którzy w pełni doceniliby te elementy, które dorosłym mogły zdać się zbędnym popisem lub efekciarstwem (choćby mocno kiczowate elementy fauny morskiej).

"Pinokio" jest najbardziej tradycyjnym spektaklem z pokazywanych przez teatr Ejfmana w ostatnich latach w Polsce. Z jednej strony widać obawę choreografa przed skojarzeniami z baletem klasycznym, a jednocześnie pojawia się sekwencja tańczona na puentach (Dobra Wróżka) w jednoznacznie klasycznym stylu. Jakie to odległe od śmiałych układów choreograficznych, choćby z "Rosyjskiego Hamleta", w którym solistki prezentowały swą nadzwyczajną technikę taneczną właśnie w oryginalnym tańcu na palcach! Widzowie mieli więc tym razem możliwość porównania, jak długą drogę przeszedł styl Ejfmana przez ostatnie kilkanaście lat. Także dekoracje (autorstwa stale współpracującego z tym choreografem Wiaczesława Okuniewa) są w "Pinokiu" tradycyjne: dwa malowane tła zawieszone w głębi sceny wyznaczają miejsce akcji, a niekiedy taniec obywa się bez nich, stanowiąc barwną plamę na czarnym tle.

Wiele scen "Pinokia" ma za zadanie przede wszystkim popis. Czasem taneczny, czasem kojarzący się ze sztuczkami cyrkowymi. Sceny te budzą żywą reakcję widowni, ale nie przybliżają postaci drewnianego pajacyka z bajki Carlo Collodiego. Mimo pomysłu na krótki pościg za Pinokiem pomiędzy rzędami widowni, tak naprawdę historia nie przekracza łuku prosceniowego, oddzielającego rzeczywistość sceniczną od widzów. Ładna, momentami wzruszająca opowiastka nie dotyka emocji pulsujących pod kolorową powłoką. Niestety, postacie pozostają umowne od początku do końca przedstawienia i w związku z tym trudno o prawdziwe poruszenie widza, który pozostaje wciąż na powierzchni zdarzeń. Nawet śmierć Pinokia w ogniu nie porusza naprawdę, bo przecież wiadomo, że to tylko przedstawienie, zaraz dobry uczynek zostanie nagrodzony i Pinokio wróci do życia...

Mimo zastrzeżeń "Pinokio" Sanktpetersburskiego Teatru Baletu Borisa Ejfmana to sztuka baletowa na najwyższym poziomie, oryginalny neoklasyczny styl rosyjskiego choreografa może podobać się zarówno wielbicielom tańca klasycznego jak i nieortodoksyjnym miłośnikom współczesnych poszukiwań tanecznych. Zespół baletowy u Ejfmana jest znakomity, a soliści świetnie tańczą i są wyrazistymi indywidualnościami. I choć nie zawsze te spektakle są genialne, to zawsze są bardzo, bardzo dobre, co niezmiennie docenia polska publiczność, błyskawicznie wykupując bilety.

© Maria Górska, serwis tańca



główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000