główna     serwis tańca     wszystkie recenzje

serwis tańca - wolna strefa



"Kunst"
Kompani B. Valiente (Norwegia)
choreografia: Gunhild Bjornsgaard, Marcelino Martin Valiente
tańczą: Marcel Bassachs Birosta, Sylvain Meret, Berengere Fournier, Inken Landskroner
muzyka: Station 17, Joycelin Pook, Goldie Tortoise
kolaż muzyki: Marcelino Martin Valiente
projekt światła: Marcelino Martin Valiente, Gunhild Bjornsgaard
producent: Taran Gronlie
25-25 października 2002 r., Centrum Sztuki Współczesnej, Warszawa

dla serwisu tańca
spektakl recenzuje Sandra Wilk


Nietypowy był występ norweskiej Kompani B. Valiente, ale nie z powodu gry aktorów-tancerzy, lecz ze względu na zachowania publiczności. Młody zespół z Norwegii wciągnął widzów w swoje przestawienie "Knust", raczej nawet nie wciągnął lecz ją nim otoczył. Publika rozproszona na scenie, pozbawiona możliwości siedzenia na krzesłach teatralnych, nieśmiało wchodziła w role aktorów. Za to tancerze bez skrupułów wykorzystywali tę pełną paradoksów sytuację. Za plecami, między nogami, tuż przed naszymi twarzami odgrywali swoją opowieść o samotności i ciele znajdującym się w ekstremalnych warunkach. Spektakl miał pokazywać możliwości ciała - mało jednak zobaczyliśmy eksperymentów, tancerze raczej jedynie wyginali się, ćwiczyli elementy jogi i sztuk walki, przelewali się w mglistym świetle diaskopów, byli naszymi cieniami, naszymi oczami. Ale nie zaskakiwali swoją wyobraźnią ruchową, czy wybitnym wygimnastykowaniem.

Twórcy Kompani B. Valiente po trochu oszukiwali - bo nie byli w swym spektaklu prawdziwi, nie pokazali tego, co potrafi rosyjski teatr Derevo, którego uczniowie naprawdę wiszą godzinami głową w dół, lecz tańczyli ostrożnie, z ochraniaczami na kolanach, a bez świadectwa prawdy i bólu ich cierpienia ich ekstremum było miałkie i błahe. Interesująca jednak stała się ich interakcja w widzem, a raczej efekty tej interakcji. Początkowo publiczność zachowywała się niezwykle nieśmiale, ludzie wydawali się zagubieni na białym placu, bezwolnie skupieni, jak przy wypadku samochodowym w kole, trzymający się na wszelki wypadek blisko siebie. Nikt nie pozwalał sobie na oddalenie się od grupy. Tancerze jednak przemieszczali plan gry w coraz to nowe miejsce, więc zdezorientowani widzowie podzielili się na grupy.

Uznający typową szkołę tańca Holandii i całej Skandynawii Norwegowie prezentowali coraz bardziej zimne sceny, nerwowe, straszne, z płaczem, strachem i histerią. A widzowie, jakby trochę zakłopotani, przejęci coraz śmielej przyglądali się - niestety dość mało czytelnym - wydarzeniom. Część z nich odważnie weszła w spektakl dotykając tancerzy, czego niestety nie wykorzystali twórcy "Knustu". Ostatecznie widzowie zmęczeni już trwającym ponad godzinę przedstawieniem bezwładnie i bezsilnie krążyli po sali, jak na wystawie sztuki za przewodnikiem. Nikt się już niepoprawnie nie wychylał, jakby wszyscy stracili nadzieję, że coś się może wydarzyć - że stanie się coś, co wyjdzie poza ramy wyobraźni. W ten sposób Kompani B. Valiente, która mogłaby "Knustem" przełamać barierę iluzyjności - zamknęła swoją sztukę w hermetycznym pudełku zwanym teatrem.

© Sandra Wilk, serwis tańca


główna     serwis tańca     wszystkie recenzje



odkryć strony od 20.10.2000