główna     serwis tańca     wszystkie wywiady

serwis tańca - wolna strefa



Aby czas się wysączył,
skoro się sączy a nie płynie
- o "Dialogus in conventione"
mówi Leszek Bzdyl
(Dada von Bzdulow)

"Dialogus in conventione" opowiada o dwóch kobietach i mężczyźnie, ale jest w nim także ich wielka tragedia... To choreografia, w której wszystko może się wydarzyć.

"Dialogus" jest typowym przykładem spektakli Dada. Opowiadamy ludzkie historie, które wydają się być bardzo klarowne na pierwszy rzut oka, bo istnieje w nich relacja kobieta i mężczyzna. Ale to jest tylko przebieg zdarzeń, scenariusz, za którym biegnie pewien tok myśli. I tak "Dialogus" jest przedstawieniem o śmierci, o oczekiwaniu na koniec, o nieumiejętności podjęcia decyzji, by wycofać się z życia. Jego bohaterowie znaleźli się poza materią, która wyrzuciła ich z siebie, a oni nie potrafią się poza tą materią odnaleźć.

Spektakl nie sprawia jednak aż tak przygnębiającego wrażenia...

To, o czym powiedziałem, jest naszym filozoficzno-religijno-psychologicznym zamysłem, bo postaci, jako bohaterowie zdarzenia nie potrafią jeszcze okiełznać danego im czasu. Na scenie istniejemy jako witalne postaci, dlatego to, co się staje między bohaterami jest spotkaniem kobiet i mężczyzny, ale zabarwionym jedynie resztką ich miłości, żywotności, która donikąd nie prowadzi, bo za nią nie idzie wiara w siłę miłości. Świadomość naszych postaci jest oczywiście większa niż to, co wykonują ich ciała, przecież podstawowym założeniem w teatrze Dada jest stworzenie postaci z krwi i kości. Nasi bohaterowie mogliby nazwać swój problem, bo nie są skupieni tylko i wyłącznie na wykonaniu działania. Oni potrafią się opisać. Często na próbach opowiadamy sobie o tych ludziach, co każdy z nich musiał przeżyć, by wywołać w sobie określony stan emocjonalny, albo do czego i jak chce przekonać drugiego. Bo przecież nie przekonujemy wprost, często coś ukrywając albo używając pewnych znaków gestów, by się schować przed tym, co nas przerasta.

"Dialogus..." niemal dosłownie mówi, że przerasta nas śmierć i nieubłaganie kapiący czas...

Czas rzeczywiście sączy się w "Dialogus" sposób natarczywy i nieubłagany, choć zarazem nigdy nie wiemy kiedy się skończy. Postaci chciałby, by się wreszcie wysączył, skoro się sączy a nie płynie. Żeby sam z własnej woli powiedział dosyć - niestety on tego robić ! Postaci podejmują więc infantylny ale spektakularny gest uwolnienia czasu (przez rozkręcenie zawora konstrukcji, z której przez cały spektakl kapie woda - przyp.), mówiąc - "my ci teraz pozwolimy szybciej popłynąć". Na ile ten ich gest ich uwolni, czy czas zacznie wreszcie płynąć strumieniem, a może bohaterowie zobaczą tylko jak wypłynie do końca i nic się więcej nie wydarzy - te pytania stawiamy, licząc, że znajdzie się rozwiązanie tego nieznośnego stanu.

Czy poruszając temat śmierci "Dialogus in conventione" komentuje poprzednie prace Dady von Bzdulow?

"Dialogus..." jest konsekwencją poprzednich spektakli teatru, jest po prostu kolejnym rozdziałem w naszej książce. Wszystkie spektakle Dada wynikają z siebie poprzez przekraczanie pewnego doświadczenia na scenie, przez próby opisania tabu, tajemnicy która istnieje pomiędzy ludźmi. "Dialogus in conventione" jest niebezpiecznym etapem pracy Dady, bo przyjął formę pytania co się stanie po...
"Dialogus..." wydaje się być naturalną odpowiedzią na "Uff...!", gdzie z Aurorą Lubos próbowaliśmy w sposób bezpośredni i naturalistyczny wręcz dotknąć bolesnego momentu w związku kobiety i mężczyzny, czy po "Pokoju do wynajęcia", w którym z Patrycją Kujawską zabawiliśmy się w miłość, w zazdrość i w śmierć. Mam ochotę żeby kolejny spektakl był w swoim wyrazie widowiskiem, czymś na kształt one men show, które będzie wynikało z ludzkiego osamotnienia prowadzącego człowieka do swoistego rodzaju szaleństwa.

W "Dialogus..." też jest obecny konflikt może nie tyle charakterologiczny, co cielesny. Każdy z tancerzy tańczy w swoim stylu, szybkości, charakterze ruchu...

To mnie zawsze interesuje - fakt zderzenia na scenie bardzo odmiennych ludzkich temperatur, prowadzących ze sobą rozmowę. Żeby dopełnić scenę, musimy być różni jako ludzie ( to wiedza, którą pobrałem od Tomaszewskiego ) by w całości stworzyły coś na kształt pełni. Te ludzkie postaci muszą elektryzować między sobą... Wtedy pojawia się dramat między postaciami, bo ja przecież nie gram swojej temperatury, swojego problemu, własnej intymności. Dlatego przeżywam ogromną frajdę, gdy w widowisku teatralnym udaje się stworzyć postać, która żyje własnym życiem, a ja idę za nią po scenie. "Dialogus" jest dla mnie intrygującym doświadczeniem, etapem dojrzewania z tym teatrem, bo daliśmy w nim sobie wielkie pole zaufania. Przestrzeń na bardzo poważną rozmowę, która często odbywała się bez słów. Kaśka Chmielewska dała impuls temu przedstawieniu, poprowadziliśmy kilka dyskusji na ten temat, potem doszła do tych rozmów Magda i muzyka Wojtka Mazolewskiego, który nasze próby oglądał i proponował pewne rozwiązania. W efekcie tego "zamieszania" spektakl daje mi poczucie radości, bo jest zgodny był z tym, co ustaliłem na początku pracy z Dada, że będzie to teatr demokratyczny. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy istnieje porozumienie i zgoda między aktorami, a ich wspólne ambicje nie są okrawane i łagodnie się rozwijają. "Dialogus" jako większa forma wydaje się być naszym ludzkim sukcesem.

© Sandra Wilk, serwis tańca
foto promocyjne: Dada von Bzdulow

główna     serwis tańca     wszystkie wywiady



odkryć strony od 20.10.2000