główna     serwis tańca     wszystkie wywiady

serwis tańca - wolna strefa



Jutro umrę
- mówi Ko Murobushi, japoński tancerz butoh
przed polską premierą spektaklu "Edge 01"
9 i 10 listopada 2001, Teatr Mały, Warszawa



Czy boi się Pan śmierci?

Chyba wszyscy boją się śmierci, ja też. Dlatego jutro na scenie umrę. A pojutrze będę umierać dla widzów po raz kolejny. Umieram każdego dnia, bo chcę się oswoić z moimi lękami, po raz kolejny starać się je przezwyciężyć. Czas jest wiecznością, a wieczność zawsze się powtarza. Tak jak teraźniejszość. Jesteśmy, więc się powtarzamy. Dlatego wszyscy w tej chwili umieramy, tyle że każdy z nas przeżywa to na swój sposób.

Czy owej powtarzalności dnia nie zakłócają Panu podróże po świecie?

Butoh zająłem się w trakcie studiów. Kiedy miałem 20 lat zobaczyłem swoje pierwsze spektakle Hijikaty. Później zacząłem swoją taneczną działalność w Japonii. W 1978 roku wystąpiłem w Paryżu, do którego przeniosłem się w roku 1980. Po 7-8 latach udałem się w swoją pierwszą dłuższą wędrówkę - grałem we Włoszech, Austrii, Niemczech, Ameryce Południowej. Taniec to dla mnie jedna wielka droga. A podróżowanie i tańczenie to dla mnie synonimy, przecież ponad połowę swojego życia spędziłem w podróży...

Butoh to nie tylko forma i ruch, lecz całe życie, czy znajduje w nim Pan choć trochę piękna?

Dla mnie butoh to nie tylko wydobywanie z ciała tego, co jest ładne i estetyczne, to nie tylko skupienie się na samym sobie, na mojej ekspresji ruchu, taniec to także wyraźne nawiązanie do japońskiej kultury i historii (pięknej i niepowtarzalnej, choć bywa przecież i ohydna i okrutna). Owo zetknięcie mojego ciała, czyli tak naprawdę mojej myśli, z bardzo rozległym ciałem zewnętrznym (kulturą) jest głównym tematem mego procesu butoh. W butoh zajmuję się właśnie tą "podwójną" identyfikacją. Tak jak w każdym spektaklu zestawiam życie ze śmiercią - te dwa pojęcia, te dwie wartości są przecież nierozerwalnie związane.

A "Edge 01" jest nierozerwalnie związany z...

Śmierć i życie, moje ciało i kultura - te idee są motywem przewodnim spektaklu "Edge 01". Punktem wyjścia do spektaklu było rozważenie istoty życia, drogi, która zawsze prowadzi ku śmierci. Zarówno spektakl, jak i ja są przesiąknięte tą, często obcą Europejczykom na codzień, świadomością.

Dlaczego w butoh bardzo często pojawiają się odniesienia do japońskich symboli, określonych kodów, znaków - często obcych i nierozpoznawalnych dla europejskiego widza?

Proces porzucania japońskości rozpoczął się tuż po II wojnie światowej. Po erze nuklearnej (jak nazywam czasy po bombie atomowej zrzuconej na Hiroszimę i Nagasaki) wyraźnie oddzieliliśmy się od części japońskich tradycji - popularnością przestało się cieszyć tradycyjne parzenie herbaty, chodzenie w japońskich strojach, niemal zginęły najstarsze nasze rodzaje sztuki teatralnej, czyli teatr kabuki i teatr no. Ten nurt podchwycił niemal cały świat, który w latach 60. zachłysnął się nurtem sztuki eksperymentalnej podważającej istotę istnienia naszych korzeni. W tej atmosferze narodziło się butoh - taniec buntu. Część tancerzy butoh używa więc tego rodzaju rekwizytów, ale elementy kontaktu z kulturą japońską są przede wszystkim w nas samych. Bo "Edge", sfera, granica japońskości jest w naszych umysłach i sercach.

Daisuke Yoshimoto, jeden z najwybitniejszych twórców butoh, w swoim niezwykle ciepło odebranym w Polsce spektaklu "Kobieta-ptak" opowiada o ludzkim dualizmie, wręcz o transseksualności, w innym spektaklu niszczy tradycyjne ozdoby używane podczas japońskich pogrzebów. Czy dla Pana butoh musi profanować, szokować, wywoływać skandale?

Nie, myślę, że butoh nie musi prowokować. Każdy może wybrać takie środki ekspresji, jakie mu najbardziej odpowiadają, ale to nie jest konieczne. Ja wolę inną formę wypowiedzi.

Jak ocenia Pan ideę modnego ostatnio nurtu butoh europejskiego, punkowego, industrialnego, starającego się łączyć tradycję japońską ze współczesnym życiem ludzi ze Starego Kontynentu. Czy to jest jeszcze butoh, czy może jedynie fascynacja Japonią?

W butoh wszystko jest możliwe - chociaż wydaje mi się, że ten nurt jest dość daleki od prawdziwego butoh. Tego typu egzotyka mnie bardzo zaskakuje.

Czym będą się różnić od siebie spektakle "Edge 01" pokazywane w Teatrze Małym w Warszawie 9 listopada i "Edge 01" z 10 listopada?

Wszystko zależy od widzów.

© Sandra Wilk, serwis tańca
foto: materiały promocyjne (za zgodą Ko Murobushi)


główna     serwis tańca     wszystkie wywiady



odkryć strony od 20.10.2000