główna     serwis tańca     wszystkie wywiady

wolna strefa - serwis tańca



Taniec zawsze mnie interesował
mówi reżyser filmu "Niżyński", Australia (2001):
Paul Cox
polska premiera filmu: 10 stycznia 2003 roku
dystrybucja: Gutek Film

W twoich filmach opowiadałeś o artystach, których dotknęło szaleństwo, jak choćby o Van Goghu. Czy sam uważasz się za artystę szalonego? Czy to właśnie dlatego zainteresowałeś się Niżyńskim?
Zawsze byłem trochę szalony. Nie dlatego jednak zafascynował mnie Niżyński. Po prostu interesują mnie ludzie, którzy znaleźli się na granicy szaleństwa, kipiący emocjami. Oni niemalże dotykają tajemnicy życia, śmierci i istnienia. To niesamowite, że ci dwaj tak zwani szaleńcy bez niczyjej pomocy na zawsze odmienili oblicze sztuki i tańca. Nazywamy ich wariatami, ale według mnie to my żyjemy w szalonym świecie. (...)

Opinie, które głosisz są często skrajne. Jesteś oskarżany o przekraczanie różnego rodzaju granic.
To prawda. Ostatnio dostałem nawet list, w którym ktoś napisał, że jestem wcieleniem zła, bo pokazałem na ekranie, iż ludzie w podeszłym wieku także mogą się zdradzać. Cóż, zdaje się, że musimy nauczyć się żyć z szaleństwem, które nas otacza.

Odtwarzasz świat widziany oczyma ludzi, którzy zatracili poczucie rzeczywistości. Czy sam kiedykolwiek je zatraciłeś? Czy nie zacząłeś się zastanawiać, gdzie leży granica między normalnością a szaleństwem?
Zawsze zadawałem sobie to pytanie. Zdarzało się, że zupełnie nagle pojawiał się przede mną mrok, przed którym trudno było uciec. Działo się to zwłaszcza wtedy, gdy byłem emocjonalnie i fizycznie wyczerpany. Czułem jednak obecność dziwnej siły, która pomagała mi w tych najgorszych momentach. Niżyńskiego filmowałem w bardzo staroświecki sposób. Żadnych cyfrowych obrazów ani innych tego typu sztuczek. Montaż był także bardzo pracochłonny. Poza tym nie miałem asystenta, więc możesz sobie wyobrazić jak to wyglądało (śmiech). Chociaż nie, nie sądzę byś mógł to sobie wyobrazić. (...)

Czy próbowałeś wniknąć w umysł Niżyńskiego i zobaczyć, jak on odczuwał świat?
Uwierz mi, nie miałem takich ambicji. Postanowiłem nakręcić ten film, bo byłem zdeterminowany, pełen pasji i zaangażowania. Czułem, że muszę temu filmowi oddać wszystkie moje siły, ponieważ mam olbrzymi szacunek dla ludzi, którzy wyrażają to, co czują. Żyjemy w świecie opartym na intelekcie. Społeczeństwo, które wyznaje coraz większy kult myśli i chłodnej kalkulacji, wydaje mi się, wraz z upływem lat, coraz mniej ciekawym obiektem obserwacji.

Niżyński miał olbrzymie poczucie winy w związku ze swym homoseksualizmem. Gdyby się nie ożenił albo gdyby żył w dzisiejszych czasach, gdy homoseksualizm bardziej jest akceptowany przez społeczeństwo, być może nie popadłby w szaleństwo.
Nie sądzę. To nie umysł Niżyńskiego jest chory, tylko jego dusza. (...) To brak wrażliwości ze strony innych ludzi popchnął go w otchłań szaleństwa. (...)

Sceny baletowe, w których tancerze są zupełnie nadzy są zdumiewające. Czy już wcześniej filmowałeś sceny taneczne?
Taniec zawsze mnie interesował. Bardzo dawno temu pracowałem nad filmem "Don Kichot" z Rudolfem Nurejewem i Robertem Helpmannem. Potem współpracowałem także z zespołem The Australian Ballet.

Wydaje się, że twój film jest bardziej filmowym poematem niż filmem dokumentalnym. To hymn ku czci podziwianej osoby.
Choć pewnie większość krytyków zaszufladkuje go jako dokument, tak naprawdę Niżyński nie jest filmem dokumentalnym. W każdym razie ja za taki go nie uważam. Krytycy mają z nim duży problem. W filmie pojawiają zdania typu: "Urodziłem się w Kijowie", ale to co oglądamy później nie jest wcale biografią artysty.

W twoim filmie Niżyński w pewnym momencie mówi: "Jestem Bogiem." W pewnym sensie reżyser filmowym jest także Bogiem, o ile oczywiście nie pracuje w systemie hollywoodzkim. Czy kreując swój własny świat, czujesz się jak Bóg?
Nie, w przypadku tego filmu nie czuję się nawet jak duchowny w kościele. Porównałbym się raczej do ministranta, który służy do mszy. Być może na pewien czas, przy stole montażowym, gdzie tak naprawdę powstaje film, stawałem się księdzem. Cały czas jednak byłem jedynie sługą, a nie Bogiem.

przedruk za "IndieWire", 31.05.2002, autor wywiadu: Brandon Judell,
wywiad został udostępniony w materiałach promocyjnych filmu "Niżyński" przez Gutek Film

© Gutek Film, serwis tańca
foto: materiały promocyjne Gutek Film
publikacja wg zasad promocji prasowej


główna     serwis tańca     wszystkie wywiady



odkryć strony od 20.10.2000