główna     serwis tańca     strefa tańca


miesięcznik "strefa tańca"

numer 2/2003 (maj 2003)

Recenzje: Według Coxa - film "Niżyński", reż. Paul Cox, dystr. Gutek Film

Paul Cox w swoim filmie usiłował uchwycić tajemnicę szaleństwa Wacława Niżyńskiego. Australijskiego reżysera już wcześniej interesował problem geniuszu i szaleństwa. Poświęcił mu obraz "Vincent" - o van Goghu. "Chora dusza, ale tez człowiek pełen determinacji i pasji w wyrażaniu siebie" - tak o Niżyńskim mówi Cox. Jego film to studium nastrojów i charakteru tancerza. Pojawiają się w nim postacie prawdziwe: żona Niżyńskiego Romola, jego córka Kira, Siergiej Diagilew - kochanek, nauczyciel i impresario; ale i tajemnicze symbole przewijające się w "Dzienniku" artysty: drapieżne ptaki, poetyckie pejzaże. Fragmenty przedstawień tancerza zostały choreograficznie przygotowane przez Alidę Chase i wykonane przez Davida McAllistera i Vicki Attard. Komentarzem do niezwykle barwnych i symbolicznych scen jest właśnie "Dziennik" Niżyńskiego, czytany zza kadru przez Dereka Jacobiego. Częściowo przedstawia on biografię tancerza, ale film Coxa nie miał być filmem biograficznym. To raczej impresja na temat życia tego ciągle dla nas tajemniczego geniusza współczesnego tańca. W początkowych scenach filmu oglądamy tajemnicze postacie, wychodzące z lasu. Uczestniczą one w pogrzebie, domyślamy się, że Niżyńskiego. Te postacie to kreacje Niżyńskiego: Faun z "Popołudnia Fauna", Młody Chłopiec z "Gier". To one wydają się bardziej wyraziste niż ich twórca i to one, na zmianę z czytanym "Dziennikiem", będą w tańczonych scenach komentować życie tancerza, jego szaleństwo i przemyślenia. Cox umieszcza je zazwyczaj nie na scenie, ale w otoczeniu naturalnym. Gdzieś w lesie, nad wodą. To również próba wyrazu osobowości Niżyńskiego, który miał do przyrody stosunek mistyczny.

Jednak ta opowieść, toczona w zmiennym rytmie, pełna tajemniczych obrazów, nie daje nam pełnej biografii tancerza. Sekwencje baletowe zbliżają choć minimalnie do istoty dokonań choreograficznych Niżyńskiego (taniec Fauna jest rzeczywiście bardzo zmysłowy, tak jak opisywano ten balet, kiedy Niżyński wystawił go w Paryżu), ale przedstawiane są w układzie luŹnych skojarzeń, niechronologicznie. Paul Cox zaprzecza co prawda, że chciał w swoim filmie "wejść do głowy człowieka szalonego", jednak natłok obrazów, zmienny rytm i swoboda skojarzeń wizualnych nieuchronnie powodują w widzu takie właśnie wrażenie. Oglądamy świat, tak jakby mógł go postrzegać Niżyński w swojej chorobie: pełno tu powracających wspomnień, postaci ważnych dla jego życia. Kreacje sceniczne są równie rzeczywiste jak prawdziwi ludzie. Czasem może nawet bardziej.

Przewijającym się w filmie motywem jest układ Niżyński - Bóg, zawarty w "Dzienniku". Fascynujące może być obserwowanie zmian w tej relacji. Początkowo tancerz czuje się jedynie posłańcem woli boskiej - "To Bóg kazał mi tańczyć, Bóg kazał mi kochać wszystkich ludzi". Z czasem Niżyński sam zaczyna się uważać za Boga. Znika jakakolwiek wyższa obecność, pozostaje jedynie samotne ja. "Ja jestem Bogiem, ja chcę uszczęśliwiać ludzi swoją sztuką". Coraz rzadziej Niżyński potrafi jeszcze trzeźwo spojrzeć na swoją sytuację. Zdarza się tak po nieudanym występie. Zapowiada: "Zatańczę wam wojnę" (okres I wojny światowej był dla Niżyńskiego pierwszym okresem załamania), jednak w trakcie występu myli się, potyka, upada. To wydarzenie znajdzie spory i niezwykle racjonalny oddźwięk w "Dzienniku".

Nie jest to film, który polecam każdemu. Dla szukających informacji o biografii Niżyńskiego będzie zbyt poetycki; dla miłośników kina poszukującego chwilami zbyt dosłowny. W pamięci zostaje na pewno kilka scen tańca i sekwencji zmiennych obrazów. Tylko dzięki nim nie wyszłam z kina całkiem rozczarowana.

© Agnieszka Rataj, strefa tańca

numer 2/2003 (maj 2003)




główna     serwis tańca     strefa tańca