główna     serwis tańca     strefa tańca


miesięcznik "strefa tańca"

numer 4/2003 (lipiec 2003)

Reportaż: Ekspresja, orgia, szaleństwo - z próby "Czajkowskiego" Borisa Ejfmana

- Szerzej, szerzej, do kulisy! - woła Boris Ejfman do mikrofonu. Po chwili porzuca miejsce na widowni i wbiega na scenę. Demonstruje tancerzom, jak mają się ustawić, by zapełnić ruchem scenę Teatru Wielkiego. Trwa próba do baletu "Czajkowski. Misterium życia i śmierci". Trzy miesiące z artystami warszawskiego baletu pracowała asystentka Borisa Ejfmana, Olga Kałmykowa. Ostatni tydzień prób przebiega pod okiem samego choreografa. To on nadaje ostatni szlif wykonaniu.

- Moje balety tworzę dla konkretnych tancerzy, konkretnych osobowości - mówi Ejfman. Teraz podczas prób dokonuje licznych zmian zainspirowany osobowością stołecznych artystów. Szczególne uznanie Ejfman wyraża dla wykonawcy roli Piotra Czajkowskiego, Sławomira Woźniaka. - On bardzo głęboko wszedł w tę postać i stara się stworzyć jej własną interpretację - mówi choreograf.

Do roli Woźniak ufarbował włosy i zapuścił brodę: - Na ile mogę sobie na to pozwolić, to zawsze staram się za pomocą charakteryzacji upodobnić się do bohatera, którego mam odtwarzać. W tym wypadku nie wchodziło w grę ani pomalowanie włosów sprayem, ani doklejenie brody ze względu na techniczne trudności partii. Ufarbowane włosy dają gwarancję, że podczas spektaklu kolor nie spłynie. To samo z brodą - mogłaby być doklejona, ale nie byłbym pewny, czy podczas podnoszeń z partnerką, broda nie zostanie na jej sukience - śmieje się solista. Jest pełen uznania dla choreografa, z którym pracuje nad szczegółami partii - Jeśli chodzi o partnerowanie to jest najwyższa szkoła jazdy. Mimo że pracuję już tyle lat, nie spotkałem się z tak wyrafinowanymi podnoszeniami. Boris jest mistrzem, perfekcyjnie czuje, co powinna zrobić partnerka, a co partner - podkreśla Woźniak.

Przez ostatni tydzień próby odbywają się na dużej scenie. W tę przestrzeń trzeba przenieść to, co powstawało przez miesiące ćwiczeń w sali prób. Dlatego Ejfman i jego asystentka wciąż poprawiają artystów - Szerzej, trzeba rozciągnąć ustawienie! Oboje zwracają się do poszczególnych tancerzy po imieniu - Henio, w prawo, jeszcze w prawo, a Sebastian do przodu - ustawia tancerzy Kałmykowa.

Część tancerzy próbuje w już kostiumach, część ma na sobie stroje do ćwiczeń. Kostiumy i rekwizyty są bardzo ważnym elementem baletów Borisa Ejfmana, dlatego również ich rola musi być dopracowana. Scenę z dziadkiem do orzechów trzeba przerwać. - Gdzie kukła? - pyta choreograf. - W pracowni - słychać głosy ze sceny. - Przynieście starą, trzeba próbować z lalką. Tancerze kilkakrotnie powtarzają fragment, w którym z ręki Czajkowskiego znika dziadek do orzechów, a u jego stóp pojawia się Książę. Artyści wciąż są niezadowoleni z efektu. - Zamarkujcie to jeszcze raz - prosi kolegów Woźniak - tylko powoli, nie spieszcie się. Wszyscy zastanawiają się, jak zrobić, aby postać księcia pojawiła się "znikąd". Maksim Wojtiul tańczący rolę Alter ego Czajkowskiego proponuje rozwiązanie problemu. Próba toczy się dalej. - Te wszystkie próby właściwie tylko chodzę, bo w zeszłym tygodniu naderwałem sobie mięsień - tłumaczy Maksim Wojtiul w przerwie. - Dopiero w piątek i generalną w sobotę zatańczę naprawdę. Nie można iść na całość, kiedy coś boli.

Z widowni Ejfman cały czas podpowiada tańczącym emocje, jakie powinny towarzyszyć każdemu pas. Pojedyncze słowa trafnie charakteryzują sytuację sceniczną - Gdy wchodzisz w pas de bourreé, drżyj, gnij się, łam - woła do Anny Lipczyk tańczącej żonę Czajkowskiego, Antoninę Milukową. Jednocześnie choreograf wyśpiewuje do mikrofonu akcentowane frazy muzyki - Pa-pa-pam, pa-pa-pam! - rozlega się z widowni.

- Moja postać przechodzi wiele etapów: od dziewczyny żądnej miłości Czajkowskiego po kobietę załamaną nieoczekiwaną dla niej sytuacją odrzucenia. Nie może się z tym pogodzić, bo jest bardzo kobieca i wcześniej zwykle zdobywała względy mężczyzn a Czajkowski jej nie chce - opowiada Anna Lipczyk. - Jest to rola bardzo atrakcyjna z powodu jej emocjonalnego zróżnicowania, dojrzewa od pierwszej sceny do momentu, kiedy staje się zupełnie szalona i wyzwolona. Myślę, że jeszcze nie udało mi się poczuć tego szaleństwa, mam nadzieję, że to się urodzi we mnie przed premierą - zastanawia się tancerka.

Mówi też o trudnościach technicznych partii - Dla mnie jest to tym większe wyzwanie, że dotąd mało tańczyłam pas de deux i innych układów wymagających partnerowania - przyznaje. - Bardzo pomaga mi Sławek, który jest partnerem silnym i bardzo przewidującym. Na próbie przecież wszystko może się wydarzyć, wystarczy mały błąd, z nim czuję się bezpieczna - uśmiecha się Lipczyk.

Szczególnie długo trwa praca nad sceną w salonie hazardu. "Szulerzy" to moment bardzo ekspresyjny, trzeba bezbłędnie zgrać ruchy grupy tancerzy. Andrzej Stasiewicz tańczący rolę Jockera po raz kolejny wskakuje na stół. Markuje zrywanie z siebie koszuli, którą rzucił w kąt już przy pierwszym powtórzeniu. W takt "Kaprysu włoskiego" rozpoczyna taniec, złożony z szeregu skoków. - A teraz orgia! - krzyczy Ejfman. Pozostali tancerze zrzucają koszule... Później na stole do gry zjawia się Dominika Krysztoforska - w balecie Nadieżda von Meck. Tancerze kołyszą stołem a balerina stara się utrzymać równowagę.

Wreszcie próba dobiega końca: Woźniak - Czajkowski po raz kolejny umiera, by za chwilę spokojnie pójść do bufetu. - Dziękuję - zwraca się do tancerzy Boris Ejfman i wchodzi na scenę, aby omówić z technikami sposób opuszczenia części dekoracji w II akcie. Artyści mają teraz trzygodzinną przerwę. Po południu wrócą na scenę i odtańczą całe przedstawienie jeszcze raz. I tak przez ostatni tydzień aż do premiery.

© Katarzyna K. Gardzina, strefa tańca

numer 4/2003 (lipiec 2003)




główna     serwis tańca     strefa tańca