główna     serwis tańca     strefa tańca


miesięcznik "strefa tańca"

numer 5/2003 (sierpień 2003)

Reportaż: Połykacze marzeń - przed premierą "120/80",
projektu warsztatowego Sceny Ruchliwej w reżyserii Leszka Bzdyla

Główną ulicę na rynku w Olecku polano wodą, bo już za chwilę ma tędy przemaszerować parada zorganizowana z okazji święta policji. Orkiestra już gra, ludzie klaszczą nieświadomi, że dwie ulice dalej w budynku teatru AGT grupa młodych tancerzy przygotowuje ostatnią próbę przed premierą swojego pierwszego wspólnego spektaklu. Budynek, schowany w drugim rzędzie domów od rynku, wygląda niepozornie, ściany wysmarowane sprayem, ciężkie drewniane drzwi, tylko białe, stylizowane na greckie kolumny stojące niedaleko wejścia sugerują, że to teatr. W sali ciemno, duszno, bardzo gorąco - jest środek lata, 25 lipca, 35 stopni Celsjusza w cieniu, a teatr AGT przykryty metalowym dachem nie ma przyzwoitej wentylacji. Ale to nikomu nie przeszkadza. Trudne warunki nie mogą przecież zepsuć ani próby, ani spektaklu.Tancerze lekko podekscytowani wychodzą na przerwę z pracy, bo już za dwie godziny ma przyjechać lokalna telewizja, która zapowie na antenie premierę przedstawienia "120/80" w reżyserii Leszka Bzdyla. Co zrobić z chwilą przerwy - nad jezioro nie ma co biec, bo czasu niewiele, tak więc po szybkim prysznicu i krótkiej naradzie grupa idzie na kawę do pobliskiej pizzerii. Bzdyl zostaje w teatrze - chce jeszcze przygotować salę.

Z pewnością nikt z zebranej na wakacyjny projekt warsztatowy ekipy (przez Scenę Ruchliwą z Olecka) nie ma normalnego tętna, takiego, jakie sugeruje tytuł sztuki. W dusznym powietrzu ciśnienie skacze jak chce, a serce bije szybciej wszystkim, także tym, którzy tańczyć nie będą. Kiedy Aga Sieczkowska i Ania Iwaniuk czekają na pizzę przybiega uśmiechnięta Ania Haracz z Kina Variatino. - Dziewczyny, chcecie keks? - pyta, wyjmując z reklamówki nienaruszone ciasto. Wyjmuje całe i kładzie na stoliku. - To bierzcie, mi niepotrzebny. Ha! Po co kupiła keks, skoro nawet okruszka nie zjadła? Zrozumieją to chyba tylko artyści niezależni, którzy nie dostają dotacji na rzecz przyszłych projektów. Bo ci muszą tworzyć sztukę po prostu z ni-czego. Otóż nie keks jest tu ważny, lecz jego opakowanie, srebrna foremka, która świetnie zastąpić może specjalistyczne ramki gobo do oświetlenia. Oryginalne ramki są aluminiowe i ich zadaniem jest formowanie światła w określone wzory. Pod wpływem mocnego światła z reflektora ramki wyginają się, niszczą, a nie każdy teatr stać na ich ponowne kupno, zresztą sprzęt teatralny dostępny jest w zaledwie kilku miastach... Trzeba było więc po raz kolejny udowodnić, że "Polak potrafi".

Po 20 minutach na stoliku nie ma już ani keksu, ani pizzy, dziewczyny wróciły do teatru. Tam już czekają Igor Podsiadły (TT Alter) i Tomek Graczyk z Kalisza także występujący w "120/80". Ekipa telewizyjna już jest, proszą o pokazanie "na sucho" jakiejś sceny. Leszek zarządza: Kochani, pokażemy "tygrysy". Cała piątka siada na ustawionych w końcu sali krzesłach, a z głośników zaczyna powoli sączyć się transowa muzyka Tarwater. Igor już nie jest Igorem, zsuwa się miękko z krzesła i już jest tygrysem, sunie powoli dookoła sceny wlokąc za sobą jedną łapę, za nim kolejny tygrys i kolejny... Tancerze jakby zamroczeni tracą swą ludzką wolę i poddają się wciąż temu samemu rytmowi, niczym zwierzęta odgrywają swój rytuał. Walka między nimi nie jest ostra - ruch wywodzi się z hip hopu, z tańca ulicy. W tych gestach zastygają na chwilę...

Z tego dziwnego tańca wyrywa ich głos telewizyjnego redaktora: - OK. to nam wystarczy, nagrywamy. Po minipróbie czas na nagranie wypowiedzi samego Leszka. Siedzi na kanapie ustawionej obok praktikabli, powstaje pomysł, by przynieść narzutę z białego sztucznego misia. Wszyscy radośnie podchwytują pomysł, ale to przecież tylko żarty. Nikt nie chce robić komedii, tym bardziej że temat spektaklu jest poważny i dotyczy narkotyków, iluzji, tak częstej w codziennym życiu młodych. Leszek Bzdyl: - Te warsztaty różnią się od innych tym, że już w swoim założeniu miały się zakończyć spektaklem. Oczywiście dwa tygodnie pracy to za mało, by mógł on przyjąć wymarzoną formę, ale są określone ramy, w których tancerze się poruszają. Z każdym naszym spotkaniem przedstawienie będzie się rozwijało, nabierało nowej wartości.

A o czym jest sztuka "120/80" (to oznaczenie normalnego ciśnienia zdrowego człowieka)? Ona przewrotnie, wbrew tytułowi, kojarzy się z podwyższonym ciśnieniem. Każdy ma swój narkotyk, dzięki któremu coś przeżywa, a może to być prawdziwy narkotyk, czas spędzony z drugą osobą, muzyka... Leszek Bzdyl: - Od-noszę wrażenie, że tylko poprzez pewną formę zaczadzenia uruchamia się w nas coś aktywnego. Stan "postoju" powoduje, że zapadamy się w jakimś koszmarnym oczekiwaniu na coś lub rozpamiętywaniu czegoś, co było. Znarkotyzowanie się stępia refleksyjność i wywołuje pojawianie się odczuwania. "120/80" nie chce stawiać nas po stronie zwolenników lub przeciwników narkotycznego doznania (jeżeli uznamy filiżankę kawy za pewnego rodzaju pobudzacza, to zabawny byłby dyskurs o moralności lub jej braku w stosunku do kawoszy). Raczej poprzez ten spektakl chcemy obejrzeć odizolowany stan skupienia się na odczuciach, przyjrzeć się powstawaniu, trwaniu i rozpraszaniu tej rzadkiej predyspozycji do działania poza refleksją, poza uprzednim planem, poza jakąkolwiek celowością.

Za chwilę ostatnia próba, sfokusowano już reflektory, ostatni moment wytchnienia dla tancerzy. Agnieszka Sieczkowska tak mówiła o tej produkcji "Biuletynowi Festiwalowemu": - Większość spektakli powstaje z pewnych osobistych sytuacji, relacji, na bazie których snuje się różne historie. Nasze przedstawienie w dużej mierze opiera się na improwizacji, do końca nie wiadomo więc, co się wydarzy... Czeka nas miła niespodzianka albo rozczarowanie. Start próby generalnej. Zamykane są wszystkie wejścia do teatru, także to od strony garderoby. Teraz już nikt nie ma prawa wejść na salę. Leszek Bzdyl udziela ostatnich uwag. Stara się, by tancerzom łatwiej było wejść w rolę.

Po próbie Igor wychodzi z sali z walkmanem na uszach, inni są w garderobie, nie chcą już z nikim rozmawiać. Leszek sprawdza jeszcze raz, tak na wszelki wypadek, światła, bo podczas premiery to on je poprowadzi. Wbrew pierwotnym założeniom spektakl nie będzie mówił o delikatności i czuciu. Bzdyl: - Zakładałem, że będziemy pracować nad odczuciem chwilowości doznań. Wyobrażałem sobie wielkie wahadło, które pozwala zdarzyć się czemuś tylko przez chwilę, a potem to wahadło miało zmiatać to zdarzenie ze sceny, z naszej świadomości. Ale to był element uruchamiający wyobraźnię. Nasza trzeźwość sądu, bierność lub też nadrefleksyjność "wymiata" z pamięci te momenty, kiedy puls bił szybciej, a my byliśmy w pełni zatopieni w chwilowym odczuciu. Ten narkotyk, pigułka ze "120/80", jest w pewnym sensie próbą utrzymania odczuwania w oderwaniu od czasu, próbą zapomnienia o początku i końcu...

Za chwilę wszystko się zacznie, już późne popołudnie, więc w sali wypełnionej ludźmi nie czuć duchoty. Jeszcze tylko krótkie powitania uczestników Przystanku Olecko, gasną światła i zaczyna się. Na scenie z mroku wyłania się pięć osób, normalnie ubranych, jakby lekko znudzonych życiem. Wolno rozglądają się po sali, nie zauważając siebie. Z tej nudy, braku pomysłu, a może dla zabawy łykają białe tabletki, tworząc z tej czynności swoiste misterium. Przenoszą się w świat, w którym są innymi (nie koniecznie lepszymi) ludźmi... zwierzętami... roślinami... A czas wokół nich staje się giętki i zakrzywiony...

© Sandra Wilk, strefa tańca
Producentem spektaklu "120/80" jest Oleckie Centrum Kultury, patronat medialny i menadżerski objęła wolna strefa (wolnastrefa@poczta.onet.pl)

numer 5/2003 (sierpień 2003)




główna     serwis tańca     strefa tańca